Umowa handlowa z Indiami. Czy nie dostrzegamy w nich kolejnych Chin?
27 stycznia 2026 roku po dwóch dekadach rozmów Unia Europejska i Indie ogłosiły umowę handlową, którą premier Indii Narendra Modi określił mianem „matki umów handlowych”. Umowa obejmuje redukcję, lub zniesienie barier celnych w następnych latach dla ponad 96% kategorii towarów dla producentów z obu podmiotów. Z jednej strony otwiera to dla Europejczyków rosnący rynek z około 1,5 mld konsumentów, z drugiej jednak strony warto przypomnieć sobie historię rozwoju Chin i zapytać siebie czy nie popełniamy tego samego błędu po raz wtóry – pisze Artur Veryho, ekspert Instytutu Geopolityki Idei Strategii.
Matka wszystkich umów
Unia Europejska i Indie ogłosiły finalizację umowy handlowej znoszącej lub zmniejszającej cła na ponad 96% kategorii towarów. Unijni decydenci widzą w tym szansę dla będącej w kryzysie niemieckiej motoryzacji, która cierpi kryzys z powodu chińskiej konkurencji. Cła na europejskie samochody mają być zmniejszone ze 110% do 10%.
Unia Europejska z kolei zobowiązuje się do zniesienia ceł na 99,5% kategorii towarów, otwierając Indiom drugi co do rozmiarów (po USA) rynek konsumencki na świecie. W 2025 roku podobną umowę Indie sfinalizowały z Wielką Brytanią.
Indyjskie leki…
O ile Indie nadal znajdują się w kategorii państw o mniejszym-średnim dochodzie (lower middle-income), a ich PKB na mieszkańca nie przekracza 3000 USD (dane na początek 2026), to jednak posiadają szereg branż o wysokiej wartości dodanej. Jedną z nich jest branża farmaceutyczna.
Branża farmaceutyczna doświadcza gwałtownego rozwoju w tym kraju, a prognozowany wzrost obrotów ma wynieść 10% rocznie do 2030 roku. Hindusi, jak na razie nie stanowią konkurencji dla zaawansowanej branży farmaceutycznej w Unii Europejskiej, bowiem produkują głównie tanie leki generyczne. Lecz Indie jako dynamicznie rozwijająca się gospodarka z rosnącym kapitałem ludzkim mają potencjał do poprawy pozycji w bardziej zaawansowanych segmentach rynku.
…jak chińskie samochody?
Cały szereg możliwości, które daje umowa handlowa z Indiami nie powinien przesłonić potencjalnego ryzyka, jakie niesie ze sobą otwarcie rynku dla indyjskich producentów. O ile na dzień dzisiejszy nie widać bezpośrednich zagrożeń dla europejskiego przemysłu farmaceutycznego, to warto pamiętać, że 10 lat temu w naszej świadomości nie istniały chińskie samochody i nikt nie obawiał się konkurencji ze strony Chin.
Europejczycy muszą poważnie rozważyć scenariusz, w którym indyjskie leki mogą w ciągu 10 lat stworzyć podobną konkurencję, do tej, jaką chińskie samochody stanowią dziś.
Autor: Artur Veryho, Instytut Geopolityki Idei Strategii









