Półprzewodnik

Tylko cud może uratować pozycję Europy w produkcji półprzewodników

24.04.2023
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Europejska wizja podwojenia udziałów w globalnym rynku produkcji półprzewodników może okazać się niemożliwą do zrealizowania. Europa może nawet stracić swoją obecną pozycję na tym rynku, a nawet – w przemyśle motoryzacyjnym. I to kosztem Chin, które rozwijają u siebie technologie procesorowych m.in. do samochodów

Zbyt ambitne cele?

Rada i Parlament Europejski osiągnęły wstępne porozumienie polityczne co do rozporządzenia wzmacniającego europejski ekosystem półprzewodników. W celu powrotu do globalnej rywalizacji na rynku półprzewodników, kraje UE pod koniec ubiegłego roku zatwierdziły European Chips Act. Zakłada on przeznaczenie 43 mld euro na wsparcie produkcji chipów w Europie. Regulacje mają zaradzić niedoborowi podzespołów na rynku europejskim i doprowadzić do wzrostu udziału Europy w globalnym rynku półprzewodników z 10 proc. do co najmniej 20 proc. do 2030 r.

Na mocy nowych przepisów kraje Wspólnoty będą miały łatwiejszy dostęp do subsydiów przeznaczonych na rozwój zaawansowanych czipowych zakładów, specjalnie wydzielony unijny budżet będzie wspierał badania, a nowy system monitorował niedobory na wewnętrznym rynku

– podaje Politico.

UE nie ucieknie jednak od współpracy z firmami spoza Europy. Nie dysponuje bowiem wystarczająco zaawansowanymi technologiami do produkcji półprzewodników. Udało się jej uzyskać od amerykańskiego Intela zobowiązanie do budowy w niemieckim Magdeburgu fabryki, której wartość szacuje się na 17 mld euro. Według Intela, że koszty inwestycji poszybowały w górę w związku z czym prowadzi w tej sprawie negocjacje z niemieckim rządem.

Sprawa jest tym poważniejsza, że z powodów sytuacji geopolitycznej UE grozi utrata dostępu do chińskich i tajwańskich zaawansowanych półprzewodników.

Te działania to jednak o wiele za mało. Gdy na naszym kontynencie trwają dyskusje o tym czy i kiedy zostaną one wybudowane, to w innych regionach po prostu powstają. Jak uważa Tomasz Smolarek, ekspert w zakresie sektora półprzewodników, Unia może nie dać rady podołać swoim ambitnym celom:

Gdyby świat teraz stanął, a UE zwiększałaby swoje moce produkcyjne w tej branży o solidne 10 proc. rocznie, to zrealizowałaby cel 20 proc. udziału w globalnej produkcji w 2030 r. (..) Wygląda jednak na to, że to Europa stoi, a świat biegnie. A raczej biegł, bo w tym roku mamy recesję w branży i pewnie powrót do wyścigu w 2024

Już w sierpniu ubiegłego roku Amerykanie zaprezentowali swoją odpowiedź na unijny projekt. Rozpoczęły także realizację kilku półprzewodnikowych projektów, w tym fabryk Intela w Ohio oraz tajwańskiej spółki TSMC w Arizonie. Ta ostatnia firma potwierdziła też plany budowy kolejnego obiektu w Japonii.

Chiński konkurent

Nie zwalniają także Chiny. W obliczu wojny technologicznej z USA Pekin dąży do samowystarczalności w branży układów scalonych. Władze prowincji Guangdong zapowiadają inwestycje warte 74 mld dolarów w sektor produkcji czipów – podał w środę dziennik „South China Morning Post”. Wicegubernator Guangdongu Wang Xi powiedział na konferencji dotyczącej przemysłu, że w prowincji realizowanych lub planowanych jest obecnie około 40 dużych projektów związanych z półprzewodnikami.

Chiny zwiększają też udziały w produkcji chipów do aut. Jak podaje Smolarek, sprzedaż firmy ASML do Chin stanowi 14 proc. przychodów przychodów firmy. W tym roku może to być nawet 20 proc. W przypadku UE jest to zaledwo 2 proc. ASML to jedna z najważniejszych firm w globalnym łańcuchu dostaw mikroprocesorów. To ta firma buduje maszyny, które wytwarzają najbardziej zaawansowane chipy na świecie.

Chiny nie zbudują mocy w zaawansowanych technologiach, ale będą zwiększać udziały w tych starszych, w tym pod chipy do aut i przemysłu. Tam, gdzie Europa jest mocna. I Chiny biegną, a Europa niemal stoi

– twierdzi Smolarek i podkreśla, że unijny Chips Act może nie wystarczyć by utrzymać udziały w produkcji, nie mówiąc już o ich zwiększeniu.

Europa pozostaje w tyle

Europa nie ma udziałów w zaawansowanych układach logicznych. To sam są potrzebne najnowocześniejsze fabryki i które byłyby źródłem popytu na takie chipy. Inaczej wygląda sytuacja jeśli chodzi o układy pod przemysł, w szczególności ten samochodowy. I to właśnie gracze związani z tym sektorem mogą wkrótce tracić udziały na rzecz Państwa Środka.

Te segmenty rynku półprzewodników mają świetne perspektywy i mimo ewentualnych spadków udziałów (zwłaszcza na rynku chińskim i w całym chińskim bloku) przychody mogą mocno rosnąć. Ale wzrost mocy produkcyjnej w Chinach może z czasem rodzić presję na rentowność, co z kolei wpływa na chęć do inwestycji.

– uważa Tomasz Smolarek i dodaje, że za kilka lat problem może stanowić ekspansja chińskich producentów układów scalonych do samochodów i przemysłu. To zagrożenia które europejscy producenci biorą pod uwagę przy tworzeniu planów inwestycyjnych. Zwłaszcza, że nie zakładają by europejscy politycy zamknęli się na Chiny.

Zdaniem Smolarka ambitne unijne cele są niemożliwe do zrealizowania. Europejczycy powinni zastanowić się raczej w jaki sposób obecne udziały udziały utrzymać i w jaki sposób nie zacząć za jakiś czas oddawać swojego rynku producentom z Chin.

Zobacz też: Widmo dezindustrializacji krąży nad Niemcami

MD

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA