Trzecia uczelnia z zarzutami UOKiK. Chodzi o czesne podniesione wbrew ustawie
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych zarzut naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Uczelnia miała podnosić opłaty o wskaźnik inflacji studentom, którzy rozpoczęli naukę w roku akademickim 2022/2023 — czyli wtedy, gdy prawo gwarantowało niezmienność czesnego aż do końca studiów. Postępowanie może zakończyć się karą do 10 proc. obrotu. To trzecia taka sprawa: w marcu urząd ukarał Uniwersytet SWPS i Politechnikę Lubelską łączną kwotą blisko 3 mln zł i nakazał zwrot pieniędzy studentom. Informuje o tym komunikat UOKiK.
Rocznik, który miał gwarancję
Sedno sprawy jest datą. Od lipca 2018 do września 2023 roku obowiązywał przepis gwarantujący studentom niezmienność ustalonych opłat za studia — od przyjęcia aż do ukończenia nauki uczelnia nie mogła podnieść czesnego ani wprowadzić nowych opłat dla danego rocznika.
Nowelizacja, która weszła w życie we wrześniu 2023 roku, pozwala podnosić czesne raz w roku, maksymalnie o wskaźnik inflacji ogłoszony przez GUS. Ta możliwość nie działa jednak wstecz i nie obejmuje rocznika 2022/2023 ani wcześniejszych. Osoby, które podpisały umowę przed zmianą przepisów, zachowują starą gwarancję do końca studiów.
Konsumenci, którzy zawarli umowy przed wejściem w życie znowelizowanej ustawy o szkolnictwie wyższym, powinni mieć zagwarantowaną niezmienność ceny za studia. Tymczasem Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych mogła podwyższać opłaty za studia osobom, które rozpoczęły naukę przed wejściem w życie przepisów. Mogła tym samym łamać obowiązujące wówczas prawo
— powiedział Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Postawienie zarzutu nie przesądza wyniku postępowania. Uczelnia może przedstawić stanowisko, a sprawa zakończy się decyzją, od której przysługuje odwołanie do sądu. [DO WERYFIKACJI: stanowisko PJATK — przed publikacją należy zwrócić się do uczelni o komentarz; komunikat UOKiK go nie zawiera]
Precedens: dwa i pół tysiąca złotych różnicy i trzy miliony kar
Sprawa PJATK wpisuje się w linię, którą urząd wyznaczył w marcu. Wtedy zapadły decyzje wobec dwóch uczelni.
Uniwersytet SWPS w Warszawie dostał karę 2 075 000 zł. Praktyka objęła cztery roczniki, większość kierunków i lat studiów pierwszego i drugiego stopnia, w trybie stacjonarnym i niestacjonarnym, a także jednolite studia magisterskie. Część studentów przyjętych w latach od 2019/2020 do 2022/2023 zapłaciła nawet o tysiąc złotych więcej, niż wynikało z umowy.
Politechnika Lubelska zapłaci 921 000 zł. Tam podwyżki dotknęły dwa roczniki części kierunków niestacjonarnych, a różnice sięgały kilkuset złotych za semestr — na kierunku zarządzanie czesne za trzeci i czwarty semestr wzrosło rok po przyjęciu na studia z 1750 zł do 2300 zł.
W obu przypadkach urząd nakazał nie tylko zaniechanie praktyki, ale i zwrot pieniędzy. Uczelnie mają oddać różnicę między wpłaconym czesnym a kwotą obowiązującą w chwili podpisania umowy, a w ciągu trzech miesięcy od uprawomocnienia decyzji poinformować o tym na stronach internetowych i w mediach społecznościowych oraz powiadomić indywidualnie każdego uprawnionego o kwocie zwrotu i terminie wypłaty.
Pieniędzy jeszcze nie ma
Marcowe decyzje nie są prawomocne, a jedna z uczelni je kwestionuje.
Znamy treść decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Stanowczo się z nią nie zgadzamy. Podkreślamy, że decyzja wydana przez UOKiK nie jest prawomocna. Będziemy odwoływać się do sądu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa
— przekazała PAP Renata Czeladko, rzeczniczka prasowa Uniwersytetu SWPS.
To oznacza, że studenci, których dotyczą marcowe rozstrzygnięcia, na zwrot poczekają do prawomocnego zakończenia sprawy sądowej — a to w polskich realiach może potrwać lata. Do tego czasu obowiązek zwrotu pozostaje warunkowy. [DO WERYFIKACJI: aktualny status obu decyzji — czy odwołanie SWPS wpłynęło do sądu i czy Politechnika Lubelska również się odwołała]
Na co patrzeć przed podpisaniem
Urząd przy okazji przypomina, na co zwracać uwagę przy zawieraniu umowy z uczelnią. Warto sprawdzić postanowienia dotyczące wszystkich opłat — nie tylko czesnego, ale też za legitymację, powtarzanie zajęć lub semestru czy wydanie dyplomu.
Drugi element to program studiów i liczba zajęć. Stanowią one istotną część zobowiązania uczelni, więc ich zapisanie w umowie ułatwia dochodzenie praw, jeśli liczba zajęć zmniejszy się w trakcie roku akademickiego. Uczelnia, która nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, odpowiada za nienależyte wykonanie umowy.
Trzecia rzecz to sama zasada: podwyżka czesnego jest dopuszczalna wyłącznie o wskaźnik inflacji i tylko raz w roku, a osób, które rozpoczęły studia przed rokiem akademickim 2023/2024, nie obejmuje w ogóle.
Trzy sprawy to już wzór
Pojedyncze postępowanie można tłumaczyć błędem w interpretacji przepisu. Trzecia sprawa w ciągu pół roku, dotycząca uczelni różnego typu — prywatnej, publicznej technicznej i niepublicznej technicznej — układa się w obraz praktyki rynkowej, a nie pomyłki.
Mechanizm w każdym przypadku wyglądał podobnie: klauzula waloryzacyjna w umowie, coroczna podwyżka o inflację, brak reakcji ze strony studenta. Kilkaset złotych za semestr to kwota zbyt niska, by pojedyncza osoba szła z nią do sądu, a jednocześnie wystarczająca, by przy kilku tysiącach studentów dać uczelni milionowe przychody. To klasyczna sytuacja, w której rozproszona szkoda po stronie konsumentów wymaga interwencji urzędu, bo indywidualne dochodzenie praw jest nieopłacalne.
Wynik jest jednak niepewny. Kary są wysokie i medialne, ale student, któremu bezprawnie podniesiono czesne w 2022 roku, wciąż nie zobaczył ani złotówki zwrotu — i nie zobaczy jej, dopóki sąd nie rozstrzygnie odwołań. Skuteczność ochrony zbiorowych interesów mierzy się nie wysokością kary, lecz tym, po jakim czasie pieniądze wracają do kieszeni, z której zostały wzięte.
Źródło: UOKiK, PAP









