Spór Polski i Ukrainy efektem działań niemieckiego wywiadu? To Berlin skorzysta na tym najbardziej
Za fasadą oficjalnej dyplomacji i unijnej solidarności toczy się brutalna gra o wpływy w Europie Środkowej. Niemcy, według analizy publicysty Tomasza Szymborskiego, cynicznie rozgrywają ukraiński nacjonalizm oraz błędy Kijowa, aby osłabić Polskę i zepchnąć ją do roli państwa peryferyjnego w ramach UE.
Sojusz Warszawa–Kijów jako zagrożenie dla Berlina
W 2022 roku, gdy rosła współpraca polsko-ukraińska, w Berlinie zapanował popłoch. Silny blok środkowoeuropejski, oparty na polskim potencjale wojskowym i demograficznym oraz ukraińskiej determinacji, mógłby stać się naturalną przeciwwagą dla niemieckiej hegemonii w Unii Europejskiej. Dziś, gdy relacje polsko-ukraińskie erodują, Niemcy bezlitośnie wykorzystują tę sytuację na swoją korzyść.
Szymborski podkreśla, że nie chodzi o przypadkowe napięcia, lecz o świadomą strategię. Niemiecki establishment nie musi już otwarcie kreować kultu Bandery – wystarczy, że nim umiejętnie zarządza, tolerując i selektywnie wzmacniając narracje, które dzielą Polaków i Ukraińców.
,,Efekt Melnyka”
Szymborski przypomina, jak w latach 30. XX wieku, niemiecka Abwehra instrumentalnie wspierała nacjonalistów z OUN, tworząc m.in. bataliony „Nachtigall” i „Roland”. Dziś metody są bardziej wyrafinowane, ale cel podobny – osłabienie polskiego wpływu w regionie.
Przykładem jest casus Andrija Melnyka, byłego ambasadora Ukrainy w Niemczech. W niemieckich mediach dostał on szeroką platformę do relatywizowania zbrodni UPA na Wołyniu i zrównywania II Rzeczypospolitej z III Rzeszą. Cel? Wbić klin między Warszawę a Kijów oraz rozmyć unikalność niemieckich zbrodni w Europie Środkowo-Wschodniej, czyniąc historię bardziej „wielogłosową” i wygodniejszą dla Berlina.
Nord Stream i operacja wpływu BND
Najostrzejsza gra toczy się wokół wysadzenia gazociągów Nord Stream. Weterani niemieckiego wywiadu BND, m.in. August Hanning, otwarcie oskarżają Kijów o przeprowadzenie dywersji na dnie Bałtyku – rzekomo z logistycznym wsparciem Polski i uzgodnieniem na najwyższym szczeblu. Szymborski nazywa to klasyczną operacją wpływu.
Dzięki tej narracji Niemcy osiągają dwa cele jednocześnie:
- Zrzucają z siebie odpowiedzialność za uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu i wyhodowanie rosyjskiego imperializmu energetycznego.
- Przedstawiają Polskę i Ukrainę jako „państwa awanturnicze” (rogue states), zdolne do aktów terroryzmu przeciwko infrastrukturze NATO.
Ukraińskie błędy i naiwność Warszawy
Niestety, Kijów w znacznym stopniu wchodzi w tę grę. Roszczeniowa dyplomacja Zełenskiego oraz orientacja na Berlin jako „bogatszego gwaranta bezpieczeństwa i odbudowy” sprawiają, że Polska jest traktowana coraz bardziej instrumentalnie – jako kraj tranzytowy, z którym nie trzeba szukać kompromisu nawet w tak bolesnych sprawach jak ekshumacje ofiar Rzezi Wołyńskiej.
Naiwna wiara w bezwarunkową wdzięczność za polską pomoc z 2022 roku okazała się poważną słabością, którą niemieckie służby bezlitośnie wykorzystują.
Czas na asertywną Polskę
Szymborski kończy swoją analizę wyraźnym apelem: Polska musi porzucić naiwność i prowadzić politykę realistyczną. Oznacza to:
- Asertywną ochronę interesów gospodarczych,
- Jasne wyznaczanie czerwonych linii w polityce historycznej,
- Traktowanie Ukrainy jako partnera, a nie obiektu bezwarunkowego wsparcia.
Rzeczpospolita nie jest bankomatem ani buforem dla cudzych interesów.
W dobie powracającej wielkiej gry mocarstw iluzje sentymentalnej polityki zagranicznej mogą drogo kosztować. Berlin gra twardo i konsekwentnie – Warszawa powinna wreszcie zacząć robić to samo.









