Siostry Dominikanki od lat wspierają najsłabszych. Teraz ministerstwo może dobić „Dom Chłopaków” w Broniszewicach
Siostry dominikanki z Broniszewic, prowadzące słynny „Dom Chłopaków”, zaalarmowały opinię publiczną w sprawie przyszłości swojej placówki. Ich zdaniem forsowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej reforma systemu opieki, oparta na tzw. deinstytucjonalizacji, może doprowadzić do likwidacji domu w obecnej formie. Głos w sprawie zabrał również bp Damian Muskus, kwestionując „idealistyczne” założenia rządu.
Reforma w kontrze do realiów?
Istotą sporu jest koncepcja deinstytucjonalizacji, która zakłada odchodzenie od dużych placówek typu Dom Pomocy Społecznej (DPS) na rzecz mniejszych ośrodków terapeutycznych oraz opieki domowej. Siostry dominikanki, które od 75 lat opiekują się chłopcami z najcięższymi niepełnosprawnościami, uważają, że nowa wizja jest oderwana od rzeczywistości.
Według relacji sióstr, środowisko Ministerstwa nazywa je „betonem”, który rzekomo nie rozumie dobra dzieci. Dominikanki ripostują, że w przypadku ich podopiecznych — dzieci z porażeniem czterokończynowym czy głębokim autyzmem — nie można mówić o „spektakularnych sukcesach terapeutycznych”, lecz o walce o codzienną godność i bezpieczeństwo.
Może rzeczywiście Dzieci z czterokończynowym porażeniem, z wadami genetycznymi, z głębokim autyzmem, zaczną biegać, mówić i założą swoje rodziny właśnie dzięki OŚRODKOM TERAPEUTYCZNYM. Byłoby super. Ale każdy, kto miał do czynienia z Dziećmi z głębokimi niepełnosprawnościami, wie, że to wizja oderwana od realiów.
— podkreśliły siostry z Broniszewic w swoim apelu.
Wiceministra uspokaja, siostry pytają o szczegóły
Do zarzutów odniosła się wiceministra Katarzyna Nowakowska. Zapewniła, że resort nie planuje zamykania Broniszewic ani przenoszenia obecnych mieszkańców. Zmiany mają dotyczyć przyszłego systemu i zapewniać „równe szanse” poprzez priorytet dla opieki w rodzinie.
Dominikanki pozostają jednak sceptyczne. Wskazują na konkretny problem: zakaz kierowania nowych dzieci do DPS-ów oznacza ich powolne wygaszanie. Pytają również, co stanie się z podopiecznymi po 18. roku życia, gdy stracą wsparcie ośrodka terapeutycznego i mogą trafić do placówek dla osób starszych, tracąc poczucie bezpieczeństwa.
Biskup Muskus: „Dobro dziecka to nie ideologia”
W dyskusję włączył się bp Damian Muskus, biskup pomocniczy krakowski. Choć przyznał, że idea rozwoju dziecka w rodzinie jest słuszna, nazwał ją w tym kontekście „idealistyczną”. Zwrócił uwagę, że domy pomocy społecznej powstały właśnie dlatego, że wiele rodzin nie było w stanie unieść ciężaru całodobowej, specjalistycznej opieki.
Czy przerzucenie na rodzinę ciężaru całodobowej opieki, wymagającej specjalistycznej wiedzy, kosztownego sprzętu i często nadludzkich sił, rzeczywiście służy dobru dziecka? Czy ta reforma ma polegać na likwidacji Domów, w których te osoby znajdują bezpieczeństwo, profesjonalną opiekę i – nie bójmy się tego słowa – miłość?
— pyta bp Damian Muskus w swoim wpisie na Facebooku.
Duchowny podkreślił, że system wymaga zmian, ale nie mogą one polegać na niszczeniu miejsc, które wypracowały mądrość pokoleń w opiece nad najsłabszymi. Sprawa Broniszewic stała się symbolem napięcia między urzędniczą wizją reformy a brutalną rzeczywistością opieki nad osobami z najcięższymi stopniami niepełnosprawności.
Źródło: Stajca7









