Pracowali do osiemdziesiątki i dłużej. ZUS wypłaca im emerytury po kilkadziesiąt tysięcy złotych
Najwyższa emerytura wypłacana przez ZUS mężczyźnie sięga ponad 54 tys. zł brutto miesięcznie – jej pobieracz przeszedł na świadczenie dopiero w wieku 86 lat. Wśród kobiet rekordem jest ponad 42 tys. zł brutto, a właścicielka tego świadczenia zdecydowała się przejść na emeryturę w wieku 81 lat. Te liczby doskonale pokazują, jak działa logika polskiego systemu emerytalnego.
Informacje te ujawnił w Studiu PAP rzecznik regionalny ZUS Wojciech Ściwiarski. Przypadki te są skrajne i dotyczą jednostek, ale ilustrują mechanizm, który jest dostępny dla każdego ubezpieczonego – im dłużej pracujesz i im później składasz wniosek o emeryturę, tym wyższe świadczenie otrzymasz do końca życia.
Polski system emerytalny oparty jest na modelu zdefiniowanej składki. Oznacza to, że zgromadzony przez całe życie zawodowe kapitał na koncie w ZUS jest dzielony przez tzw. dalsze trwanie życia – statystyczną liczbę miesięcy, jaką dana osoba ma jeszcze przed sobą w momencie przejścia na emeryturę. Logika jest prosta: jeśli ktoś decyduje się na emeryturę w wieku 86 lat, a nie 65, to mianownik tego działania jest znacznie mniejszy – co automatycznie winduje miesięczną kwotę wypłaty. Jednocześnie przez kolejne lata aktywności zawodowej kapitał nadal rośnie dzięki nowym składkom i waloryzacji.
Matematyka, która nie kłamie
Warto podkreślić, że rekordowe emerytury to nie efekt wyjątkowo wysokich zarobków przez całe życie – choć i to ma znaczenie. To przede wszystkim efekt decyzji o odroczeniu momentu przejścia na świadczenie. Każdy dodatkowy rok pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego podnosi przyszłe świadczenie z kilku powodów jednocześnie: rośnie zgromadzony kapitał, skraca się statystyczny okres wypłat, a waloryzacja konta działa przez dłuższy czas. Efekt kumulacyjny może być – jak widać w przypadku rekordzistów – bardzo znaczący.
Ustawowy wiek emerytalny w Polsce wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Nikt jednak nie jest zmuszony do składania wniosku zaraz po osiągnięciu tego progu. System nie penalizuje za kontynuowanie pracy – wręcz przeciwnie, nagradza za każdy dodatkowy rok aktywności zawodowej. Różnica między emeryturą pobraną „od razu” a tą odłożoną o kilka czy kilkanaście lat może być wielokrotna.
Rekordziści opisani przez ZUS to oczywiście przypadki skrajne. Zdecydowana większość Polaków przechodzi na emeryturę stosunkowo szybko po osiągnięciu ustawowego wieku – nierzadko pod presją zdrowotną lub sytuacją na rynku pracy. Trudno też nie zauważyć pewnego paradoksu: aby móc pracować do 80. roku życia i pobierać rekordowe świadczenie, trzeba cieszyć się dobrym zdrowiem i mieć odpowiednie warunki zatrudnienia. Nie każdy może sobie pozwolić na taki luksus.
Co z tego wynika dla przeciętnego pracownika?
Ekonomiści i doradcy finansowi od lat przekonują, że odraczanie emerytury – choćby o kilka lat – ma sens finansowy dla osób, które są w stanie kontynuować pracę. Nawet przesunięcie wniosku o dwa czy trzy lata po osiągnięciu ustawowego wieku może oznaczać odczuwalnie wyższe miesięczne świadczenie przez cały okres jego pobierania. W kontekście rosnącej średniej długości życia i coraz dłuższego okresu aktywności seniorów temat ten będzie stawał się coraz bardziej aktualny.
ZUS regularnie publikuje dane pokazujące rozpiętość wypłacanych świadczeń – od minimalnych emerytur, które wymagają dopłaty z budżetu państwa, po właśnie te rekordowe przypadki. Ta rozpiętość jest ogromna i stanowi jeden z głównych argumentów w debacie o reformie systemu emerytalnego, zachętach do dłuższej aktywności zawodowej oraz dodatkowym oszczędzaniu w filarach takich jak IKE czy IKZE. Rekordowe emerytury to ciekawostka – ale też konkretna lekcja z matematyki finansowej, którą warto znać jak najwcześniej.









