Warszawa

Polska pułapka średniego rynku blokuje globalny rozwój firm

26.03.2026
Redakcja
Czas czytania: 2 minut/y

Mimo ogromnego potencjału intelektualnego, polskie przedsiębiorstwa wciąż rzadko stają się markami o zasięgu ogólnoświatowym. Eksperci wskazują, że barierą jest paradoksalnie wielkość rodzimego rynku, która pozwala na wygodną egzystencję bez konieczności wychodzenia za granicę. Tymczasem sukcesy firm ze Skandynawii czy krajów bałtyckich pokazują, że kluczem do sukcesu jest strategia „born global” – projektowanie produktów z myślą o świecie od pierwszego dnia działalności.

Klątwa 37 milionów konsumentów

W mniejszych gospodarkach, takich jak litewska czy fińska, rynek wewnętrzny jest zbyt ciasny, by sfinansować rozwój zaawansowanych technologii. To wymusza na tamtejszych startupach natychmiastową ekspansję. Polska, z populacją rzędu 37–40 mln mieszkańców, oferuje wystarczającą skalę do osiągnięcia sukcesu finansowego bez opuszczania kraju, co jednak w dłuższej perspektywie staje się pułapką.

Maciej Kawecki zwraca uwagę na konieczność zmiany mentalności:

Polska niestety ma obciążenie kraju średniej wielkości. 40 mln mieszkańców wystarczało na to, żeby się godnie skomercjalizować, w związku z tym firmy od samego początku nie tworzyły produktów globalnie. Trzeba tworzyć je globalnie, tworzyć strukturę, która się opiera na języku angielskim, a nie na języku polskim, strukturę, która od razu otwiera się na rynek amerykański.

— podkreśla dr Maciej Kawecki, prezes Instytutu Lema.

Według danych rynkowych, startupy zakładane przez imigrantów znacznie częściej (ponad 70 proc.) celują w rynki zagraniczne już na starcie, podczas gdy niemal połowa rodzimych firm odkłada eksport na moment osiągnięcia silnej pozycji w kraju, co drastycznie spowalnia ich skalowanie.

Trzy filary europejskiej cyfryzacji

Budowa globalnych czempionów w Europie wymaga nie tylko odwagi przedsiębiorców, ale i zmian systemowych. Obecnie wiele firm technologicznych ze Starego Kontynentu decyduje się na przeniesienie operacji do USA, gdzie legislacja jest mniej restrykcyjna, a dostęp do kapitału – niemal nieograniczony. Aby zatrzymać ten proces, konieczne jest wzmocnienie trzech kluczowych obszarów.

Michał Kanownik wymienia niezbędne elementy sukcesu:

Europejskie firmy, szczególnie cyfrowe, potrzebują trzech elementów do wejścia i uzyskania mocnej pozycji na globalnym rynku. Po pierwsze, mądrych regulacji i reguł funkcjonowania, ale nie barier regulacyjnych. Po drugie, budowania silnych kompetencji cyfrowych przez całe społeczeństwo. Trzeci element, nieodzowny w budowaniu biznesu, to pieniądze. Potrzebujemy bardzo jasnego, klarownego modelu wspierania innowacyjności poprzez stworzenie silnego, europejskiego funduszu inwestycyjnego.

— akcentuje Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Eksperci alarmują, że Europa musi przestać być jedynie klientem globalnych gigantów, a stać się dla nich równorzędnym partnerem technologicznym.

Regulacje jako bariera a nie tarcza

Obecny model legislacyjny w Unii Europejskiej jest oceniany jako coraz bardziej skomplikowany. Nakładające się na siebie akty prawne tworzą gąszcz przepisów, który zwiększa koszty operacyjne i potęguje niepewność prawną. Związek Cyfrowa Polska przedstawił rekomendacje do przeglądu Digital Fitness Check, postulując uproszczenie reguł gry.

Nadmierna regulacja uderza przede wszystkim w młode firmy technologiczne, które zamiast inwestować w rozwój produktu, muszą wydawać środki na utrzymanie zgodności z wielowarstwowymi przepisami. Bez stworzenia przyjaznego ekosystemu, europejskie marki, takie jak Skype czy Bolt, będą wyjątkami potwierdzającymi regułę, a nie standardem unijnej gospodarki cyfrowej.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA