Polska administracja jest uzależniona cyfrowo od Microsoftu. To zagraża naszej suwerenności
Z nowego badania przeprowadzonego przez Ministerstwo Cyfryzacji i Centralny Ośrodek Informatyki wynika, że funkcjonowanie polskiej administracji publicznej jest silnie oparte na produktach firmy Microsoft. Zgromadzone dane pokazują ogromną skalę tego zjawiska: aż 92,4 proc. przebadanych jednostek administracji centralnej oraz samorządu terytorialnego korzysta z pakietów oprogramowania biurowego tego amerykańskiego giganta, a 46,5 proc. opiera swoją komunikację na dostarczanej przez niego poczcie elektronicznej. Choć autorzy badania, Jakub Witczak wraz z zespołem, zastrzegają, że dane te mają charakter eksploracyjny i nie deklarują ich pełnej reprezentatywności dla całości struktur państwowych, to publikacja ta otwiera kluczową dyskusję o cyfrowej zależności i bezpieczeństwie danych wrażliwych.
Amerykańskie prawo a europejskie dane wrażliwe
Korzystanie z oprogramowania kontrolowanego przez podmioty znajdujące się poza polską i europejską jurysdykcją niesie za sobą poważne ryzyka. Pojawiające się opinie prawne na temat amerykańskich przepisów – w tym przede wszystkim Cloud Act – oraz oficjalne wypowiedzi przedstawicieli tamtejszych korporacji nie pozostawiają złudzeń: w sytuacji uzasadnionego wniosku władz USA, firmy te są prawnie zobowiązane do przekazywania amerykańskim służbom danych zagranicznych użytkowników.
W odpowiedzi na rosnące obawy na Starym Kontynencie, technologiczni giganci starają się zapewniać usługobiorców o bezpieczeństwie swoich rozwiązań, m.in. poprzez deklaracje o przetwarzaniu danych na serwerach zlokalizowanych w granicach Unii Europejskiej. Jednocześnie dla największych pozaeuropejskich dostawców unijny rynek jest zbyt lukratywny, aby łatwo z niego zrezygnować. W efekcie modyfikują oni swoje oferty i próbują wpisać się w trend usług „suwerennych”, oferując specjalne warunki dotyczące lokalizacji danych oraz zaostrzonej kontroli dostępu.
Niemcy i Francja na czele cyfrowego uniezależnienia
Rosnąca europejska świadomość tego uzależnienia od amerykańskich dostawców oraz chęć wspierania lokalnych rozwiązań technologicznych napędzają rozwój i wdrażanie otwartoźródłowego oprogramowania w sektorze publicznym. Pionierem głębokich zmian stał się niemiecki kraj związkowy Szlezwik-Holsztyn, który podjął radykalną decyzję o przeniesieniu pracy dziesiątek tysięcy pracowników publicznych na oprogramowanie open source, co objęło również całkowitą zmianę systemów operacyjnych na Linux.
Prace nad cyfrowym uniezależnieniem trwają równolegle w wielu innych miejscach:
- W Niemczech dynamicznie rozwijany jest państwowy pakiet biurowy openDesk.
- We Francji administracja publiczna wdraża własne rozwiązanie pod nazwą LaSuite.
- Cały proces wspiera nowa Europejska Strategia Otwartoźródłowa, będąca istotnym elementem szerszego Pakietu Suwerenności Technologicznej.
Zgodnie z oficjalną oceną skutków regulacji, systemowe wdrożenie otwartego oprogramowania może przynieść wymierne, wielomilionowe oszczędności dla budżetów publicznych. Aby uniknąć nieoptymalnego podejścia, jakim byłoby niezależne rozwijanie systemów przez każde państwo osobno, pięć krajów członkowskich UE – Francja, Holandia, Luksemburg, Niemcy i Włochy – powołało Konsorcjum na rzecz europejskiej infrastruktury cyfrowej Digital Commons. Jego celem jest budowanie zintegrowanej społeczności i pozyskiwanie funduszy na rozwój wolnego oprogramowania. Polska, wraz z sześcioma innymi regionami i państwami wspólnoty, uczestniczy obecnie w pracach tego konsorcjum w charakterze obserwatora.
Polska testuje open source w samorządach
Rodzimy rynek również wykazuje gotowość do zmian. Wśród przebadanych jednostek, które deklarowały codzienne wykorzystanie oprogramowania Microsoft, aż 41,8 proc. wskazało, że w odpowiednich warunkach mogłyby wdrożyć oprogramowanie otwartoźródłowe. Kierunek ten zyskał już oficjalne umocowanie polityczne, jako że wsparcie dla systemów open source zostało wprost uwzględnione w polskiej Strategii Cyfryzacji Państwa.
Co więcej, Ministerstwo Cyfryzacji rozpoczęło niedawno oficjalne konsultacje założeń do konkursu na testowe wdrożenia otwartoźródłowego oprogramowania biurowego w jednostkach samorządu terytorialnego. Projekt ten podchodzi do zagadnienia od samych podstaw, koncentrując się w pierwszej kolejności na wypracowaniu adekwatnej i precyzyjnej definicji otwartego oprogramowania.
Jakub Witczak analizuje bilans zysków i wyzwań związanych z budową niezależności technologicznej:
Europejskie dążenie do suwerenności cyfrowej poprzez rozwój niezależnego oprogramowania wydaje się być dobrym rozwiązaniem na wielu poziomach – łączy niezależność od woli pozaeuropejskich podmiotów, podległość lokalnej jurysdykcji oraz budowanie kompetencji rozwoju i utrzymania oprogramowania. Należy mieć jednocześnie świadomość, że samodzielne rozwijanie oprogramowania to trudniejsza droga, która przenosi koszty z zakupu licencji na stałe utrzymywanie i rozwijanie własnego ekosystemu.
Źródło: Tygodnik Gospodarczy PIE









