Kobieta z owocami w kieliszkach

Polskie wina owocowe wracają na salony. A wszystko w zgodzie z tradycją i naturą

11.01.2023
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 4 minut/y

Wina owocowe wciąż kojarzą się nam głównie z tanim alkoholem niskiej jakości. Tymczasem w Polsce mamy długą tradycję produkcji wina z owoców. Rynek ten przeżywał swój najbardziej świetlany okres przed wojną, gdy stanowił ponad połowę polskiego rynku win. Wiele wskazuje na to, że po mrokach PRLu wreszcie nadchodzi renesans dla tej branży.

W 2021 r. kupili ponad 80 mln litrów win owocowych i wydali na nie o 6 proc. więcej niż w 2020. W tym samym roku wina owocowe stanowiły już ponad 10 proc. rynku win (tyle samo co wina wzmacniane i aromatyzowane). Wartość rynku win owocowych wynosiła wtedy aż 640 mln złotych. Polacy wolą też wina owocowe krajowych producentów od tych pochodzących z zagranicy – wynika z danych Euromonitor International dla „Rzeczpospolitej”.

Jedną z młodych polskich marek, która odpowiada za wzrost popularności win owocowych w naszym kraju jest DiWine. Postawiła ona sobie ambitne zadanie przywrócenia polskim winom owocowym takiej prestiżowej pozycji, jaką miały jeszcze przed wojną:

Pragniemy aby wino z naszej rodzimej porzeczki wyszło z cienia i dumnie stanęło obok szampana na salonach

– mówi Beata Iwańczyk, prezes zarządu DiWine.

Złota era win owocowych

Jeszcze w pierwszej połowie XX. wieku wina owocowe były w naszym kraju niezwykle popularne. Nastąpiło to wkrótce po odzyskaniu niepodległości przez Polskę. Wtedy to rodzima przedsiębiorczość przestała wreszcie być tamowana przez zaborców, którzy uniemożliwiali rozwój winiarstwa owocowego na naszych ziemiach.

Dlaczego to właśnie winiarstwo owocowe tak bardzo rozwinęło się nad Wisłą? Sprzyjał temu klimat, bowiem z powodu mroźnych zim uprawa winogron w Polsce była niezwykle nieproblematyczna. Na niewiele zdało się nawet wyhodowanie szczepionek winorośli odpornej na mrozy. Na przełomie roku 1928 i 1929 mieliśmy w Polsce do czynienia z zimą stulecia. Temperatura spadała wtedy nawet do 48 stopni na minusie. Spowodowało to ogromne straty w uprawach winorośli. Problem ten nie dotyczył jednak sadownictwa.

Drugim czynnikiem działającym na korzyść win owocowych było bardzo silne lobby, które promowało sadownictwo i produkcję win z owoców. Udało mu się nawet doprowadzić do zmiany stawki akcyzowej. Nowa wynosiła 0,25 gr od wina owocowego i 1 zł od wina gronowego. Zmniejszyło to konkurencyjność cenową winiarzy gronowych i zniechęciło część z nich do produkcji.

Te dwa czynniki doprowadziły do tego, że w 20-leciu wina owocowe stanowiły aż połowę polskiego rynku. Jeszcze w 1925 roku producentów było zaledwie 40, a cztery lata później – już ponad stu. Tuż przed II wojną światową łączna krajowa produkcja wina owocowego wynosiła już 2,5 mln litrów, a polskie wina zdobywały też prestiżowe nagrody na arenie międzynarodowej. Cieszyły się też dużym powodzeniem za granicą m.in. w Wielkiej Brytanii, a nawet w USA.

Tanie wino jako opium dla mas

Po wojnie mieliśmy do czynienia z gwałtownym wzrostem produkcji wina, było ono jednak znacznie gorszej jakości. W latach 60. rocznie produkowano aż 160 mln litrów. W następnej dekadzie pojawił się z kolei na globalny problem z dostępnością cukru. Brak tego surowca był bardzo problematyczny dla produkcji wina. Wtedy pojawił się pomysł na modyfikację dotychczasowej receptury, poprzez mieszanie moszczu winnego ze spirytusem.

Wina marki „Wino”, stały się kultowe i służyły władzom jako tanie narzędzie do rozpijania ludzi. Zazwyczaj surowcem do produkcji były najtańsze spady, nadpsute owoce, czasami porażone pleśnią, z których tłoczono moszcz do produkcji takiego wina. Trafiał do magazynów moszczu, gdzie był solidnie siarkowany z uwagi na zagrożenia bakteryjne. Czasami spędzał tam kilka miesięcy, zanim trafił do fermentowni. Niska jakość surowca i bardzo duża ilość siarki – to właśnie charakteryzowało ówczesne wina. Niewiele osób pamięta, że podejście do produkcji wina przed wojną było zdecydowanie inne.

– powiedziała w wywiadzie udzielonemu „Wprost Historia” Agnieszka Zamojska, wykładowczyni na Podkarpackiej Akademii Wina i zarazem producentka wina.

To właśnie te dwa czynniki, oprócz niskiej ceny, były głównymi cechami tego wina – niska jakość owoców i znaczna ilość siarki. To przez to wielu osobom w naszym kraju do dziś wina owocowe kojarzą się właśnie z tanimi „jabolami”.

Wina owocowe wracają do łask

To jednak już przeszłość. Rynek win owocowych w Polsce rośnie z roku na rok od ok. 6 do 8 procent. Nie są to też już w żadnym wypadku tanie, siarkowe „wina”, lecz trunki bardzo wysokiej jakości, garściami czerpiące z polskich tradycji.

Wśród firm aktywnych na tym rynku jest m.in. DiWine. Jak mówi o swojej marce Marcin Bańcerowski:

Zadaniem mojej manufaktury, która tak prężnie się rozwija, jest przywrócenie świetności win owocowych. Dlatego nawiązuję do tradycji sprzed wojny. Nie tolerujemy dróg na skróty, sami wyciskamy owoce, sami je przetwarzamy, bo chcemy wydobyć jak największe bogactwo smaku i aromatu.

Wina owocowe to także ogromna różnorodność, o wiele większa niż w przypadku wina z winogron. Świadczy o tym sama ilość odmian owoców, które są wykorzystywane do produkcji win. W przypadku jabłek możemy mówić o ponad 8 tysiącach odmian, tymczasem towarowych odmian winorośli właściwej jest „tylko” ok. pięciu tysięcy.

A wina owocowe to przecież nie tylko jabłka, ale też m.in. porzeczka, jarzębina, dzika róża, aronia i wiele, wiele innych. A powstają także wina mieszane, z więcej niż jednego owocu. W rezultacie daje nam to niezliczoną ilość możliwości

Nie oznacza to naturalnie, że z każdego rodzaju owocu zrobimy np. wino wytrawne. Jak tłumaczy Marcin Bańcerowski:

Nie każdy owoc nadaje się do wyrobu win wytrawnych czy musujących, niektóre bardziej pasują do mocnych win deserowych.(…) W większości owoców – w odróżnieniu od winogron – nie ma kwasu winowego, który wpływa na zachowanie trwałości i zwiększa potencjał dojrzewania wina. Słabsze wina owocowe powinny być zatem pite jako wina młode, bo wtedy smakują najlepiej.

Bogactwo którego nie można zmarnować

Powrót do polskiej tradycji win owocowych nie jest jedyną misją, jaką postawili sobie polscy winiarze. Kolejną jest także wykorzystanie potencjału drzemiącego w polskich owocach i niedopuszczenie do ich marnowania.

Jak podkreśla Bańcerowski:

Spotykamy się z rolnikami, inspirując ich, aby przynajmniej w części samodzielnie przetwarzali owoce. By sami lub z nami zakładali np. lokalne winiarnie. To rodzaj misji. Wizja świata, w którym polskie owoce nie marnują się na krzewach i drzewach, a sadownicy nie tylko mają stały zbyt dla swoich plonów, ale także mogą angażować się np. w odnawianie starych odmian, takich jak chociażby złota reneta czy szara renata. Ze złotej renety powstawały przed wojną doskonałe wina owocowe. Dziś? Ten kiedyś powszechnie uprawiany w Polsce gatunek jabłoni jest już nieco zapomniany, a szkoda. Renesans win owocowych to poza wszelkimi innymi korzyściami także szansa na odnowienie tradycyjnych polskich smaków.

Co za tym idzie, wszystkie owoce wykorzystywane przez DiWine pochodzą od polskich sadowników i to zwykle z najbliższej okolicy.

Wierzę w ideę „jedz i pij tam, gdzie żyjesz”. W to, że najlepiej korzystać z tego, co ma nam do zaoferowania natura miejsca, w którym żyjemy. Najbliższa okolica. Góra 100-200 kilometrów. W przypadku winiarni oznacza to nie tylko wsparcie tego, co lokalne, produktów czy pracy lokalnych społeczności, ale i minimalizację kosztów transportu, a co za tym idzie i obciążeń dla środowiska. Zawsze wybieramy rolników z naszej okolicy. Osoby, które znamy, o których wiemy, jak pracują i jak podchodzą do rolnictwa. To podejście do produkcji w którym biznes staje się czymś więcej. Pozwala budować wspólnotę.

– dodaje Bańcerowski.

Wiele wskazuje na to, że polskie wina owocowe będą zyskiwać na popularności. Sprzyjają im panujące trendy – z jednej strony czerpanie z tradycji, z drugiej – ekologiczna produkcja, przeciwdziałająca marnowaniu owoców i skracająca łańcuchy dostaw.

Kamil Śliwiński

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA