Nadchodzi globalna nadwyżka LNG. Ceny gazu mogą spaść w kolejnych latach
Globalny rynek skroplonego gazu ziemnego może w ciągu kilku lat wejść w fazę nadpodaży – wynika z analiz Bloomberga. Obecne napięcia geopolityczne wokół Cieśniny Ormuz tymczasowo podbijają ceny i premię za ryzyko, ale jednocześnie stymulują nowe inwestycje w moce produkcyjne poza Zatoką Perską. Efekt może być odwrotny do zamierzonego przez eksporterów – kupujący zyskają silniejszą pozycję negocjacyjną.
Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych punktów tranzytowych dla światowego handlu energią. Przez ten wąski akwen przepływa znaczna część globalnego eksportu LNG oraz ropy naftowej z Bliskiego Wschodu. Każde napięcie w tym rejonie – czy to konflikt zbrojny, groźba blokady, czy działania Iranu – natychmiast przekłada się na skoki cen na rynkach terminowych. Rynek reaguje nerwowo, bo konsekwencje ewentualnego zamknięcia cieśniny byłyby odczuwalne przez tygodnie, a nawet miesiące.
Paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że wysokie ceny i poczucie zagrożenia ze strony tras bliskowschodnich działają jak magnes na kapitał inwestycyjny – ale nie w Zatoce Perskiej, lecz poza nią. Projekty LNG w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Afryce Wschodniej czy Australii nabierają wiatru w żagle właśnie wtedy, gdy geopolityka komplikuje alternatywne szlaki. Inwestorzy i rządy w Europie oraz Azji szukają dywersyfikacji dostaw, co przekłada się na decyzje o finansowaniu kolejnych terminali skraplających.
Nowe moce produkcyjne już w budowie
Stany Zjednoczone od kilku lat konsekwentnie rozbudowują infrastrukturę eksportową LNG i są dziś jednym z największych eksporterów skroplonego gazu na świecie. Projekty takie jak kolejne fazy rozbudowy terminali na Zatoce Meksykańskiej mają wejść w fazę operacyjną w drugiej połowie tej dekady. Do tego dochodzą kanadyjskie projekty skierowane na rynek azjatycki oraz afrykańskie inicjatywy – m.in. w Mozambiku i Tanzanii, które mimo opóźnień stopniowo się realizują. Jeśli chociaż część z tych projektów wejdzie do produkcji zgodnie z harmonogramem, łączne globalne moce skraplania wzrosną istotnie ponad obecny poziom popytu.
Europa po kryzysie energetycznym wywołanym wojną w Ukrainie też mocno zainwestowała po stronie importowej – pływające terminale regazyfikacyjne pojawiły się w Niemczech, Holandii, Włoszech i Polsce. Kontynent, który jeszcze kilka lat temu był uzależniony od rosyjskiego gazu rurociągowego, szybko stał się jednym z kluczowych odbiorców LNG. Ta nowa infrastruktura jest jednak dwusieczna: z jednej strony zwiększa bezpieczeństwo dostaw, z drugiej – przy ewentualnej nadpodaży globalnej – stanie się narzędziem do wyciskania niskich cen od dostawców.
Kiedy kupujący zaczną dyktować warunki?
Analitycy rynku energii coraz częściej wskazują na horyzont drugiej połowy lat 20. i początku lat 30. jako potencjalny moment przełomowy. Jeśli nowe projekty wejdą do produkcji zgodnie z planem – a popyt w Europie jednocześnie będzie systematycznie spadał za sprawą transformacji energetycznej i wzrostu udziału OZE – podaż może wyprzedzić zapotrzebowanie. W takim scenariuszu to nabywcy, a nie sprzedający, będą mieli silniejszą kartę przetargową przy renegocjacjach długoterminowych kontraktów.
Dla Polski ma to konkretne znaczenie. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz inne podmioty zaangażowane w zakupy LNG renegocjują lub zawierają nowe kontrakty w perspektywie wieloletniej. Moment, w którym nadpodaż globalnie obniży ceny spotowe i terminowe, może być okazją do korzystniejszych warunków zakupu. Warto jednak pamiętać, że długoterminowe kontrakty często zawierają mechanizmy cenowe indeksowane do benchmarków rynkowych – co oznacza, że spadek cen globalnych automatycznie przełoży się na tańszy import.
Ryzyko krótkoterminowe kontra szansa długoterminowa
Krótki termin wciąż jest jednak niepewny. Napięcia wokół Cieśniny Ormuz nie znikną szybko, a każda eskalacja może spowodować gwałtowny skok cen spotowych, który przez kilka tygodni lub miesięcy dominuje nastroje rynkowe. Rynek LNG jest też mniej płynny niż rynek ropy – tankowce LNG są mniej elastyczne w routingu, a terminale regazyfikacyjne mają ograniczone przepustowości. To oznacza, że lokalne niedobory mogą się utrzymywać nawet przy globalnej nadpodaży.
Długoterminowy trend wydaje się jednak coraz wyraźniejszy. Nowe moce produkcyjne poza Bliskim Wschodem, rosnąca dywersyfikacja szlaków handlowych i malejące koszty technologii skraplania – wszystko to tworzy fundamenty pod rynek faworyzujący kupujących. Dla odbiorców przemysłowych w Polsce i całej Europie Środkowej, którzy wciąż budują swoje strategie energetyczne po odejściu od rosyjskiego gazu, taki obrót sytuacji byłby znaczącą ulgą budżetową.









