Milion złotych kary za szarlatanerię — albo furtka do cenzury? „Lex szarlatan” na biurku prezydenta
Do 21 sierpnia prezydent Karol Nawrocki musi zdecydować o losach jednej z najgoręcej dyskutowanych ustaw tego roku. „Lex szarlatan” ma dać Rzecznikowi Praw Pacjenta narzędzia do ścigania praktyk pseudomedycznych prowadzonych poza systemem ochrony zdrowia — z karami do 1 mln zł, jawnym rejestrem szerzących dezinformację medyczną i możliwością przekierowywania ruchu z ich stron internetowych na ostrzeżenie urzędu. Za podpisem lobbują lekarze, onkolodzy i resort zdrowia, przywołując historię pacjentki z rakiem jajnika „leczonej” ziołowymi tamponami. O weto apelują m.in. Ordo Iuris i środowiska medycyny naturalnej, ostrzegając przed uznaniowością urzędu i mechanizmem blokowania stron. Sejm uchwalił ustawę głosami 232 posłów — ale aż 162 wstrzymało się od głosu.
Luka, przez którą przechodzi 40 tysięcy firm
Sedno problemu, na który odpowiada nowelizacja ustawy o prawach pacjenta, jest systemowe: Rzecznik Praw Pacjenta może dziś działać wyłącznie wobec podmiotów leczniczych, a praktyki pseudomedyczne kwitną w zwykłej działalności gospodarczej — poza jakimkolwiek nadzorem medycznym. Według oceny skutków regulacji w Polsce zarejestrowanych jest blisko 40 tys. działalności w obszarze usług paramedycznych i medycyny alternatywnej; autorzy OSR szacują, że kryteria praktyk pseudomedycznych może spełniać od kilku do kilkunastu tysięcy z nich.
Ustawa potocznie zwana „lex szarlatan” ma chronić przed osobami, które oszukują pacjentów, wmawiając im nieprawdziwe informacje związane z metodami leczenia, ma bronić pacjentów przed naciągaczami, którzy mają zawsze bardzo proste odpowiedzi: bardzo łatwo da się wyleczyć, wszystko da się wyleczyć, w porównaniu do medycyny akademickiej, która mówi jasno, że często ten proces jest bardzo długi
— tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Konrad Madejczyk, rzecznik prasowy Biura Rzecznika Praw Pacjenta.
Symbolem stała się ujawniona w czerwcu historia 40-letniej pacjentki chorej na raka jajnika, którą naturopata z Bielska-Białej „diagnozował” biorezonansem i któremu zalecał tzw. perły księżniczki — tampony nasączone chińskimi ziołami. W jego gabinecie śledczy zabezpieczyli dane blisko 900 osób.
Co konkretnie przewiduje ustawa
Nowelizacja wprowadza ustawową definicję praktyki pseudomedycznej: to przypisywanie metodzie lub substancji właściwości leczniczych niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną, jeżeli może to prowadzić do pogorszenia zdrowia, opóźnienia diagnostyki lub rezygnacji z leczenia o potwierdzonej skuteczności. RPP zyska prawo prowadzenia odrębnych postępowań, żądania dokumentów, korzystania z ekspertów — a przy zagrożeniu życia lub zdrowia nakaże natychmiastowe zaprzestanie praktyki jeszcze przed zakończeniem postępowania. Maksymalna kara za naruszanie zbiorowych praw pacjentów wzrośnie do 1 mln zł (miarkowana według okresu, stopnia naruszenia i możliwości finansowych), a za brak współpracy z urzędem grozić będzie do 100 tys. zł.
Najdalej idą przepisy o dezinformacji medycznej szerzonej dla korzyści majątkowej lub osobistej: RPP poprowadzi jawny rejestr takich podmiotów, a w przypadku stron internetowych będzie mógł wystąpić do operatora telekomunikacyjnego o przekierowanie użytkowników z oznaczonej domeny na stronę urzędu z ostrzeżeniem. Rzecznik zapewnia przy tym, że ustawa nie uderza w medycynę komplementarną.
Ustawa „lex szarlatan” nie będzie dotyczyła osób, które leczą ziołami, masażystów, leczenia akupunkturą, medycyny chińskiej. Wszystkie te metody, które są stosowane dzisiaj jako medycyna komplementarna, będą oczywiście możliwe i dalej będą mogły być stosowane
— podkreśla Madejczyk, dodając, że decyzje nigdy nie będą podejmowane jednoosobowo, a do nowych zadań biuro dostanie sześć etatów. Jeśli prezydent podpisze, przepisy wejdą w życie trzy miesiące po ogłoszeniu.
Za: lekarze i onkolodzy. Przeciw: Ordo Iuris i 25 tysięcy podpisów
O podpis apelują Naczelna Rada Lekarska, organizacje pacjenckie i onkologiczne oraz Ministerstwo Zdrowia — ministra Jolanta Sobierańska-Grenda mówiła w TVN24, że ma nadzieję na podpis prezydenta. Po drugiej stronie stanęły środowiska medycyny naturalnej, część organizacji pacjenckich i przedsiębiorców (w konsultacjach zgłoszono ponad 5 tys. uwag) oraz Instytut Ordo Iuris, który w analizie przekazanej prezydentowi wnosi o skierowanie ustawy do ponownego rozpatrzenia przez Sejm.
Argumenty przeciwników zasługują na rzetelne streszczenie, bo nie sprowadzają się do obrony szarlatanów. Ordo Iuris wskazuje po pierwsze na „inflację prawa”: pacjentów już dziś chronią ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym — co przyznają sami autorzy nowelizacji. Po drugie — na nieostre definicje praktyki pseudomedycznej i dezinformacji, które w połączeniu z uznaniowością jednego urzędu mogą naruszać konstytucyjną zasadę zaufania do państwa, wolność słowa, swobodę badań naukowych i wolność gospodarczą. Szczególne kontrowersje budzi mechanizm przekierowywania domen — krytycy widzą w nim precedens administracyjnego ograniczania dostępu do treści bez wyroku sądu. Do Kancelarii Prezydenta trafił apel o weto z 25 tys. podpisów, złożony przez delegację propagatorów medycyny niekonwencjonalnej — w której znalazł się m.in. Jerzy Zięba, skazany w 2023 roku za znieważenie i zniesławienie lekarzy, co zwolennicy ustawy uznali za mimowolny argument na jej rzecz.
Wymowne było samo głosowanie: 232 posłów za, 34 przeciw i aż 162 wstrzymujących się — rzadko która ustawa dzieli Sejm tak asymetrycznie, gdzie największą grupą po stronie „nie-za” są niezdecydowani.
Prezydent między dwiema wartościami
Pałac Prezydencki nie ukrywa, że sprawa jest trudna. Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki przyznał w RMF24, że „dawno nie widział ustawy, która powodowałaby takie zainteresowanie”, i zapewnił o wnikliwej ocenie formalnoprawnej; w Pałacu odbyło się szerokie spotkanie konsultacyjne — od Federacji Onkologicznej i stowarzyszenia diabetyków po BCC, fizjoterapeutów i aptekarzy.
Dylemat jest realny, bo naprzeciw siebie stoją dwie wartości, które trudno zlekceważyć: ochrona chorych — często zdesperowanych i najbardziej podatnych na obietnice cudownych terapii — przed żerującymi na nich oszustami, oraz wolność słowa i działalności, której ograniczanie decyzją administracyjną zawsze wymaga najwyższej ostrożności, bo raz stworzone narzędzie może kiedyś trafić w inne ręce i inne cele. Czwartek pokaże, którą z tych racji prezydent uznał za cięższą — a jeśli wybierze weto, spór wróci do Sejmu, gdzie koalicji do jego odrzucenia zabraknie głosów.
Źródło: Newseria, Rynek Zdrowia, Termedia, Ordo Iuris, Interia, Polityka Zdrowotna









