Pracownicy na placu budowy w kaskach i kamizelkach.

Koniec złotej ery taniej migracji. Polskie firmy czeka twarda walka o zagranicznych specjalistów

11.08.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Polska gospodarka zgłasza rekordowe zapotrzebowanie na techników i inżynierów, ale napływ pracowników z zagranicy wyraźnie hamuje. W 2025 r. liczba zezwoleń na pracę dla cudzoziemców spadła o 22 proc., do 251,5 tys. – to najsłabszy wynik od siedmiu lat. Aby uniknąć paraliżu kadrowego, rodzime przedsiębiorstwa będą musiały stanąć do bezpośredniej rywalizacji z Zachodem o wysoko wykwalifikowanych specjalistów – wynika z analizy przygotowanej na podstawie danych ZUS, GUS, MRiPS oraz raportu Instytutu Badań Edukacyjnych.

Strukturalny deficyt kadr na polskim rynku pracy nie jest niczym nowym, jednak problem zmienił charakter. Braki przestały dotyczyć głównie prostych prac fizycznych – największe luki pojawiają się dziś w branżach technicznych, inżynieryjnych i specjalistycznych, kluczowych dla konkurencyjności krajowego przemysłu. Z danych Instytutu Badań Edukacyjnych za pierwsze półrocze 2025 r. wynika, że na jednego kandydata do zawodu automatyka przypadało aż 7,8 oferty pracy. W przypadku protetyka słuchu wskaźnik ten wyniósł 3,2, mechanika precyzyjnego – 2,8, a montera sieci telekomunikacyjnych i drukarza fleksograficznego – po 2,7. Kandydatów brakuje też wśród mechaników-monterów maszyn (1,7 oferty na osobę) oraz monterów stolarki budowlanej (1,5).

Złudne statystyki i twarda rzeczywistość urzędowa

Ogólne zestawienia sugerują stabilizację. Według GUS pod koniec 2025 r. obcokrajowcy stanowili 7,1 proc. wszystkich pracujących w Polsce, wobec 6,8 proc. rok wcześniej. ZUS raportuje, że do ubezpieczeń społecznych zgłoszonych było ponad 1,18 mln cudzoziemców – o ok. 4,7 proc. więcej w ujęciu rocznym. Z kolei według Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ważne dokumenty uprawniające do pracy i pobytu posiadało 1,56 mln osób.

To jednak tylko jedna strona medalu. Tempo napływu zagranicznych pracowników wyraźnie i trwale słabnie, co obnażyły dane MRiPS ujawnione pod koniec kwietnia przez „Rzeczpospolitą” – spadek liczby zezwoleń na pracę o 22 proc. to sygnał, że Polska przestała być dla migrantów zarobkowych krajem pierwszego wyboru. Lata 2025 i 2026 to okres rygorystycznego uszczelniania dostępu cudzoziemców do rynku pracy, uczelni i systemu wizowego. Zaostrzenie przepisów ustawy o cudzoziemcach wydłużyło procedury i narzuciło nowe obowiązki raportowe. Dla pracodawców oznacza to, że rekrutacja z zagranicy stała się procesem drogim, długotrwałym i obarczonym istotnym ryzykiem prawnym.

Zmiana profilu: poszukiwany wykwalifikowany fachowiec

Mimo biurokratycznych barier polska gospodarka ma szansę wejść w nowy etap migracji zarobkowej. Według Eurostatu w 2024 r. Polska wydała 5,9 tys. Niebieskich Kart UE dla wysoko wykwalifikowanych pracowników spoza Unii – więcej w całej wspólnocie wydały jedynie Niemcy.

Polscy pracodawcy coraz częściej poszukują za granicą specjalistów w zawodach, w których od lat trudno znaleźć wystarczającą liczbę kandydatów na krajowym rynku. Dotyczy to przede wszystkim osób posiadających konkretne kwalifikacje techniczne: operatorów CNC, spawaczy z wymaganymi certyfikatami, elektryków, automatyków, mechatroników, mechaników utrzymania ruchu czy inżynierów produkcji. Największe zapotrzebowanie płynie z sektora produkcyjnego, automotive, logistyki oraz obszarów związanych z automatyzacją i transformacją energetyczną

— mówi Agnieszka Kukier, ekspertka ds. rekrutacji w Smart Solutions HR.

Zmieniają się też sami aplikujący. Do pracy w Polsce zgłaszają się dziś cudzoziemcy z kilkuletnim doświadczeniem i wyższym wykształceniem technicznym. Obok znajomości języka polskiego, niezbędnej przy współpracy z lokalnymi zespołami, coraz powszechniejsza jest wśród nich biegła znajomość angielskiego.

Pakiet zamiast pensji, czyli jak nie przegrać z Zachodem

Kluczowe pytanie brzmi: czy polskie firmy potrafią zatrzymać specjalistów na stałe? Dla wielu z nich nasz kraj to wciąż etap przejściowy przed wyjazdem do Niemiec, Francji czy Holandii, a rodzime przedsiębiorstwa nie są w stanie skutecznie konkurować wyłącznie poziomem wynagrodzeń. Zdaniem ekspertów kluczem nie jest licytacja na stawki godzinowe, lecz oferowanie stabilności życiowej: pewnej umowy, sprawnego przeprowadzenia formalności legalizacyjnych, profesjonalnego wsparcia w relokacji wraz z możliwością sprowadzenia rodziny, dostępu do szkoleń i gwarancji bezpieczeństwa.

Procedury, które sprawdzały się przy rekrutacji dużych grup pracowników magazynowych, przy specjalistach zawodzą. Fachowiec wymaga indywidualnego podejścia. Jeśli wykwalifikowany inżynier z zagranicy trafia u nas na stanowisko poniżej swoich kompetencji i nie widzi przed sobą ścieżki awansu, ryzyko jego odejścia na Zachód rośnie drastycznie

— podkreśla Kukier.

Podejście do zagranicznych talentów staje się wyraźną linią podziału w polskim biznesie. Duże przedsiębiorstwa i międzynarodowe korporacje traktują specjalistów z zagranicy jak długoterminową inwestycję, oferując im awanse i szkolenia. Mniejsze firmy wciąż często działają reaktywnie, łatając bieżące wakaty bez dbałości o rozwój pracownika. W europejskiej rywalizacji o talenty przewagę zbudują ci pracodawcy, którzy postawią na elastyczność, samodzielność pracowników i dostęp do nowoczesnych technologii w zakładach. Złota era taniej siły roboczej właśnie się skończyła – nadszedł czas twardej walki o jakość.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA