Klęski żywiołowe pochłaniają coraz więcej – globalne straty przekroczyły 424 mld dolarów
Globalne straty wynikające z klęsk żywiołowych, które nie były objęte żadną ochroną ubezpieczeniową, wzrosły w ubiegłym roku o ponad 7 proc., osiągając łącznie 424 miliardy dolarów. Jak wynika z najnowszej analizy Swiss Re, cytowanej przez agencję Bloomberg, za rosnącymi kosztami stoją trzy nakładające się siły: postępujące zmiany klimatyczne, dynamiczna urbanizacja oraz inflacja.
Trzy czynniki, jeden mechanizm strat
Zgodnie z raportem Swiss Re huragany, pożary lasów i powodzie stają się z każdym rokiem droższe w skutkach – nie tylko dlatego, że same zjawiska są silniejsze, ale przede wszystkim dlatego, że w obszarach ryzyka znajduje się coraz więcej majątku do zniszczenia. Jak podkreślił Instytut Swiss Re, „w ujęciu bezwzględnym luka w ochronie nadal rośnie, ponieważ po prostu jest więcej do ochrony”. Połączenie rosnącej wartości nieruchomości w miastach z presją inflacyjną na koszty odbudowy sprawia, że każda kolejna katastrofa naturalna generuje wyższy rachunek niż analogiczne zdarzenie sprzed dekady.
Ameryka Północna na czele, Europa z umiarkowanym postępem
Najbardziej eksponowanym regionem pozostaje Ameryka Północna – jak wynika z danych Swiss Re, różnica między wartością majątku ubezpieczonego a nieubezpieczonym wzrosła tam w ciągu roku o 6 proc., sięgając 140 miliardów dolarów. Dla porównania, w regionie obejmującym Europę, Bliski Wschód i Afrykę wzrost ten był wyraźnie dynamiczniejszy procentowo – wyniósł 11 proc. i przełożył się na lukę rzędu 90 miliardów dolarów. Raport jednocześnie wskazuje, że w gospodarkach rozwiniętych Europy, regionu Azji i Pacyfiku oraz Bliskiego Wschodu i Afryki zakres ubezpieczeń poprawił się od 2015 roku, a europejskie inwestycje w adaptację mogły przyczynić się do ograniczenia wzrostu ubezpieczonych strat powodziowych w ostatniej dekadzie.
Paradoks Kalifornii – mniej polis tam, gdzie ryzyko jest największe
Szczególnie niepokojącym symptomem opisanym w analizie Swiss Re jest zjawisko wycofywania się ubezpieczeń z obszarów wysokiego ryzyka. Przykład Kalifornii jest tu wymowny: według danych przytoczonych przez Bloomberg, w 2024 roku jedynie 12 proc. właścicieli nieruchomości mieszkalnych posiadało tam polisę obejmującą trzęsienia ziemi. W 1994 roku ochroną taką objęte było 30 proc. nieruchomości. Oznacza to, że w ciągu trzech dekad skala ochrony skurczyła się do zaledwie ułamka poprzedniego poziomu – mimo że świadomość zagrożeń sejsmicznych i klimatycznych jest dziś nieporównanie wyższa.
Rynki wschodzące tracą odporność
Jak wynika z raportu, poważnym problemem strukturalnym staje się sytuacja rynków wschodzących. Odporność tych regionów na klęski żywiołowe obniżała się systematycznie przez ostatnie dziesięć lat, co w praktyce oznacza kumulowanie ryzyka – im mniejszy zakres ubezpieczeń, tym większa część strat pozostaje po katastrofie bez pokrycia finansowego. Brak mechanizmów transferu ryzyka sprawia, że zarówno osoby prywatne, jak i lokalne budżety publiczne muszą samodzielnie pokrywać koszty odbudowy.
Polska nie jest wyspą bezpieczeństwa
Kontekst globalnych danych nabiera dodatkowego znaczenia w zestawieniu z wydarzeniami w Polsce. Jak informuje serwis WNP.pl, na początku maja bieżącego roku ogień strawił ponad 1100 hektarów Puszczy Solskiej na Lubelszczyźnie. Pod koniec tego samego miesiąca doszło do kolejnego pożaru – w rejonie Międzylesia niedaleko Wołomina, gdzie spłonęło ponad 300 hektarów terenów leśnych. Oba zdarzenia wpisują się w szerszą dyskusję o rosnącym ryzyku pożarowym w polskich lasach, napędzanym przez coraz dłuższe okresy suszy i wyższe temperatury.
Prognoza do 2030 roku – wyraźna tendencja wzrostowa
Dane Swiss Re dotyczące przyszłości nie pozostawiają złudzeń co do kierunku trendów. Przy utrzymaniu obecnego tempa wzrostu straty ubezpieczeniowe mogą globalnie osiągnąć poziom 186 miliardów dolarów rocznie do 2030 roku. Dla porównania, w 2025 roku wyniosły one 107 miliardów dolarów. Oznacza to, że w ciągu zaledwie pięciu lat rynek może zmierzyć się z niemal dwukrotnie wyższymi wypłatami odszkodowań niż dziś – a i tak będą one stanowić jedynie część rzeczywistych strat, skoro globalna luka ubezpieczeniowa sięga już setek miliardów dolarów rocznie.
Rosnące koszty katastrof naturalnych to wyzwanie nie tylko dla sektora ubezpieczeń, ale także dla firm oceniających ryzyko lokalizacyjne inwestycji, dla deweloperów planujących projekty w obszarach zagrożonych oraz dla rządów kształtujących politykę adaptacyjną. Dane Swiss Re jasno pokazują, że lekceważenie tego czynnika w kalkulacjach biznesowych i budżetowych staje się coraz trudniejsze do obrony.

![[DO REDAKCJI] Klęski żywiołowe pochłaniają coraz więcej – globalne straty przekroczyły 424 mld dolarów](https://pkb24.pl/wp-content/uploads/2026/06/stock_60569-1024x576.jpg)







