Gorzów: miasto kolejowych obietnic bez pokrycia
W 2018 roku zapowiedziano wielki krok naprzód – opracowanie studium wykonalności. Kosztowało 5 milionów złotych i jasno pokazało, że elektryfikacja ma sens, że jest potrzebna, że można ruszać z projektem. A potem? Dokument wylądował w szufladzie. Dziś nadaje się najwyżej na zakładkę do segregatora. Tak właśnie wygląda gorzowska „modernizacja kolei” – dużo papieru, zero realnych efektów.
Zielona Góra jedzie do przodu, Gorzów stoi na peronie
Podczas gdy południe województwa dostaje setki milionów złotych na swoje linie, Gorzów musi zadowolić się ochłapami. 134 mln zł dla Zielonej Góry, 6,7 mln dla Gorzowa – różnica mówi sama za siebie. Elektryfikacja? Znowu na liście rezerwowej, z magicznym dopiskiem „jak będą środki”. Słyszeliśmy to już tyle razy, że można by zrobić z tego audiobooka na sen.
Apele, odpowiedzi i… ściana
Samorządy północy Lubuskiego apelują, piszą, proszą. Argumenty są logiczne: bez prądu nie da się kupić nowoczesnych pociągów, bo Unia wymaga zeroemisyjności. Odpowiedź rządu? „Nie ma pieniędzy”. Tyle. Gorzów staje więc w kolejce jak petent, który co roku słyszy to samo: „proszę czekać, może kiedyś”.
Najświeższe wyceny PKP PLK mówią o 2,8 miliarda złotych potrzebnych na całą inwestycję. Na papierze wygląda to imponująco – dwie kwoty, które mogłyby postawić kolej w regionie na nogi. W rzeczywistości to tylko cyfry. Ani złotówki nie ruszono, a cały projekt dalej tkwi w rezerwie.
Fatamorgana zamiast prawdziwej kolei
Żeby nie było zbyt ponuro, politycy próbują podsunąć mieszkańcom północy województwa zastępczy projekt: elektryfikację linii przez Międzychód i Szamotuły do Poznania. Brzmi atrakcyjnie, tylko że… na to też nie ma pieniędzy. To jak obiecywanie mostu na Marsa – niby wizjonersko, ale nikt nie wierzy, że powstanie.
Elektryfikacja linii 203 stała się w Gorzowie czymś w rodzaju lokalnej fatamorgany. Widać ją na plakatach wyborczych, słychać w telewizyjnych wywiadach, ale kiedy przychodzi do działania, zostaje tylko pustynia. I tak miasto wciąż czeka na swój XXI wiek na torach – z dokumentem za 5 milionów w szufladzie i z marzeniami wartymi 2,8 miliarda złotych.









