Faworytka wyborów przyszła do pracodawców. Le Pen chce 125 miliardów oszczędności
Marine Le Pen zapowiedziała w czwartek, że przedstawi plan oszczędności budżetowych o wartości 125 miliardów euro. Deklaracja padła podczas pierwszej wielkiej debaty kandydatów na prezydenta Francji, zorganizowanej w Paryżu na zakończenie letniego uniwersytetu Francuskiej Konfederacji Biznesu MEDEF. Kandydatka Zjednoczenia Narodowego, prowadząca w sondażach na niecałe osiem miesięcy przed pierwszą turą, ma ogłosić szczegóły przed jesienną debatą budżetową w parlamencie. Informują o tym PAP, France 24 i franceinfo.
Siedmioro kandydatów, jedna scena
Debata odbyła się 27 sierpnia na korcie centralnym Rolanda Garrosa i była pierwszym takim starciem przed wyborami, których pierwsza tura zaplanowana jest na 18 kwietnia 2027 roku. Wzięli w niej udział Jean-Luc Mélenchon, Marine Le Pen, Bruno Retailleau, Raphaël Glucksmann, Marine Tondelier, Gabriel Attal i Édouard Philippe.
Gospodarzem było środowisko pracodawców, więc i tematy dotyczyły przede wszystkim finansów publicznych, długu, emerytur i reindustrializacji.
Złota zasada i koszty państwa
Le Pen doprecyzowała, kiedy przedstawi swój plan: tuż przed debatą budżetową, która ruszy po złożeniu projektu ustawy budżetowej pod koniec września lub na początku października.
Przedstawimy naszą mapę drogową naprawy finansów publicznych, w której przewidziane zostaną oszczędności w wysokości 125 miliardów euro
— powiedziała Marine Le Pen, kandydatka Zjednoczenia Narodowego.
Kierunek cięć wskazała jednoznacznie — mają dotyczyć samego aparatu państwowego.
Państwo francuskie musi drastycznie zmniejszyć swoje koszty operacyjne, chcemy wiążącej „złotej zasady”, która pozwalałaby kierować finansami publicznymi
— oświadczyła, podkreślając, że istnieje ogólna zgoda co do powagi sytuacji gospodarczej kraju.
Zaapelowała też o utworzenie szerokiej organizacji skupiającej pracowników, przedsiębiorców i inne środowiska, której celem miałaby być odbudowa i odrodzenie Francji.
Mélenchon: podnieście płace albo będzie recesja
Najostrzejsze wystąpienie należało do lidera Francji Nieujarzmionej, który zwrócił się bezpośrednio do siedzących na sali pracodawców.
Ostrzegam was — budżet Lecornu plus inflacja cen żywności — jeśli nie podniesiecie płac, Francja wpadnie w recesję
— powiedział Jean-Luc Mélenchon.
Jako jedną z dróg poprawy stanu finansów publicznych wskazał zniesienie dotacji dla przedsiębiorstw. Ten pomysł spotkał się z ostrą ripostą byłego premiera.
Doprowadzicie do tego, że Francja skończy z zakazem bankowym. Nie chcę tego
— odpowiedział mu Édouard Philippe z partii Horyzonty, który sam opowiedział się za dłuższą pracą Francuzów: jego zdaniem to warunek uporządkowania finansów państwa i umożliwienia firmom budowania kapitału.
Bruno Retailleau proponował z kolei redukcję liczby urzędników.
Cztery różne odpowiedzi na to samo pytanie
Z debaty wyłania się obraz kampanii, w której nikt nie kwestionuje diagnozy, a wszyscy różnią się receptą.
Le Pen chce ciąć wydatki państwa i związać ręce przyszłym rządom regułą fiskalną. Philippe chce wydłużyć okres pracy. Retailleau chce mniej urzędników. Mélenchon chce wyższych płac i odebrania przedsiębiorstwom publicznego wsparcia. Cztery drogi, jeden problem: francuski dług publiczny i deficyt, których żadna z tych propozycji nie zamyka samodzielnie.
Warto przy tym odnotować, gdzie ta debata się odbyła. Kandydatka, która przez lata budowała pozycję na sprzeciwie wobec establishmentu gospodarczego, przyszła na doroczne spotkanie największej organizacji pracodawców i przedstawiła tam program oszczędności budżetowych. To zmiana pozycjonowania, którą warto obserwować niezależnie od sympatii politycznych — pokazuje, że kampania 2027 roku toczy się o głosy środowisk gospodarczych, a nie tylko o elektorat protestu.
Dlaczego to sprawa również polska
Francja jest drugą gospodarką strefy euro i jednym z dwóch największych płatników netto do unijnego budżetu. Plan cięć rzędu 125 miliardów euro — niezależnie od tego, czyj i czy w ogóle wykonalny — oznaczałby przebudowę największego programu wydatkowego w Europie kontynentalnej.
Dla Polski istotne są dwa przełożenia. Pierwsze dotyczy negocjacji nad kolejnymi wieloletnimi ramami finansowymi Unii: państwo tnące własny budżet o taką kwotę nie będzie hojnym płatnikiem w Brukseli. Drugie dotyczy obronności — to Francja, obok Niemiec, decyduje o tempie budowy europejskich zdolności wojskowych, a każdy plan oszczędnościowy prędzej czy później dochodzi do pytania, ile kosztuje armia.
Szczegóły poznamy na przełomie września i października, gdy Le Pen przedstawi swoją mapę drogową. Do tego czasu 125 miliardów euro pozostaje liczbą bez rozpisania na pozycje — i tak też trzeba ją traktować.
Źródło: PAP, France 24









