AI Act uderza w ChatGPT i Claude: Europa reguluje, USA dereguluje. Co to oznacza dla polskich firm i użytkowników?
Stany Zjednoczone stawiają na pełną deregulację sztucznej inteligencji, Europa idzie dokładnie w przeciwnym kierunku. Nowe przepisy unijnego prawa o AI zaczęły obowiązywać i nakładają konkretne wymagania na największe modele językowe, takie jak ChatGPT, Gemini czy Claude. Czy to oznacza, że europejskie firmy i użytkownicy są na straconej pozycji? Wbrew pozorom – niekoniecznie.
Najważniejsze:
- Nowe reguły UE wymagają od dostawców dużych modeli AI ujawnienia, jakich stron internetowych używali do trenowania na chronionych prawem autorskim dziełach.
- Duże modele muszą przejść rodzaj „testu warunków skrajnych” oceniającego potencjalne szkody i przedstawić plan zapobiegania nadużyciom.
- Firmy, które dobrowolnie przyjmą unijny kodeks postępowania, dostaną mniejszy zakres obowiązków sprawozdawczych – Meta już odmówiła.
- Sankcje finansowe UE wejdą w życie w sierpniu 2026 r., ale już teraz poszkodowani użytkownicy i konkurenci mogą składać pozwy sądowe przed sądami krajowymi.
Co dokładnie zmienił AI Act i kogo dotyczy?
Unijne prawo o sztucznej inteligencji, tzw. AI Act, wprowadza przepisy etapami. Jak podaje Tagesschau, już od lutego obowiązuje zakaz stosowania rozpoznawania twarzy w przestrzeni publicznej oraz zakaz tzw. social scoringu, czyli oceniania ludzi na podstawie ich zachowania społecznego. Teraz doszły kolejne wymagania – tym razem skierowane do twórców największych, najbardziej zaawansowanych modeli AI ogólnego przeznaczenia.
Chodzi o systemy takie jak GPT-4 firmy OpenAI, Llama od Meta czy Claude od Anthropic. To właśnie na nich opiera się dziś większość aplikacji i usług opartych na AI. Według Tagesschau każdy taki dostawca chcący działać na rynku europejskim musi spełnić nowe standardy – bez wyjątku. Przepisy obejmują więc nie tylko europejskie firmy technologiczne, ale też wszystkich spoza Europy, którzy swoje usługi kierują do europejskich użytkowników.
Dla polskich przedsiębiorstw oznacza to konkretny podział: krajowy startup oferujący narzędzie AI wyłącznie na rynek polski podlega tym samym ramom prawnym co globalny gigant. To zarówno obowiązek, jak i ochrona – firmy działające zgodnie z przepisami mogą skuteczniej bronić się przed nieuczciwą konkurencją ze strony podmiotów ignorujących regulacje.
Prawa autorskie w centrum sporu: dlaczego twórcy to ważne?
Jednym z głównych powodów nowych przepisów są skargi artystów, pisarzy, dziennikarzy i twórców muzycznych. Przez lata firmy technologiczne trenowały swoje modele na cudzych dziełach, a potem te modele zaczęły generować teksty, grafiki czy muzykę konkurującą z oryginalnymi autorami.
Nowe regulacje zobowiązują dostawców do ujawniania, z jakich stron korzystali podczas trenowania modeli, jeśli te strony zawierały chronione prawem autorskim materiały. Zdaniem ekspertów prawnych miałoby to realne znaczenie tylko wtedy, gdyby firmy przyznały się do korzystania z tzw. shadow databases – nielegalnych baz danych zawierających chronione utwory. Jest jednak mało prawdopodobne, by robiły to dobrowolnie.
Podobne sprawy mogą teraz łatwiej trafiać do sądów w Europie – i to jest zmiana, którą polscy twórcy, wydawcy czy dziennikarze powinni mieć na radarze.
Testy warunków skrajnych i kodeks postępowania – co to oznacza w praktyce?
Każdy dostawca dużego modelu AI musi teraz przeprowadzić rodzaj audytu bezpieczeństwa. Według Tagesschau eksperci muszą ocenić, ile potencjalnych szkód dany model może wyrządzić. Firma powinna następnie pokazać, jak technicznie zapobiega nadużyciom.
Czytaj takze: Nowe gałęzie chińskiej gospodarki: czy zdołają zastąpić stare sektory?
Żeby ułatwić firmom spełnienie tych wymogów, Komisja Europejska opracowała wspólnie z naukowcami tzw. kodeks postępowania. Firmy, które go przyjmą, mają mniejszy zakres obowiązków sprawozdawczych. Jednak wiele największych amerykańskich graczy prawdopodobnie tego nie zrobi – Meta już publicznie odmówiła przystąpienia do kodeksu.
Ci, którzy nie przystąpią do kodeksu, nie są zwolnieni z obowiązków – muszą jedynie w inny sposób udowodnić zgodność z przepisami. Warto podkreślić, że uprawnienia egzekucyjne Komisji Europejskiej wejdą w życie dopiero w sierpniu 2026 roku. Do tego czasu poszkodowani obywatele i konkurenci z UE mogą już jednak wytaczać pozwy sądowe przed krajowymi sądami – co stanowi realną drogę dochodzenia praw już teraz, bez czekania na unijne kary.
Europa vs. USA: dwie zupełnie różne filozofie wobec AI
Różnica w podejściu do regulacji AI między Europą a Stanami Zjednoczonymi staje się coraz głębsza. Jak podaje Tagesschau, Donald Trump zaraz po objęciu władzy uchylił przepisy swojego poprzednika dotyczące AI i zapowiedział pełną deregulację. W jego nowym planie dotyczącym AI stany federalne z surowymi regulacjami mają tracić dostęp do federalnego finansowania – cel to stworzenie największego i najszybszego ekosystemu AI na świecie.
Czytaj takze: Europejski przemysł chemiczny walczy o przetrwanie
Astrid Deilmann z organizacji Campact, pisząc dla Frankfurter Rundschau, wskazuje, że sprowadzanie całej debaty do kwestii szybkości i nakładów inwestycyjnych jest błędem. Jej zdaniem najważniejsze pytanie brzmi: kto kontroluje AI i kto jest za nią odpowiedzialny? Technologia ta będzie współdecydować o tym, jak pracujemy, komunikujemy się i prowadzimy politykę. Jak ujmuje to Deilmann: „Wer über KI spricht, spricht über Macht” – kto mówi o AI, mówi o władzy.
Zwolennicy europejskiego podejścia argumentują, że tamtejsze przepisy dają firmom coś, czego brakuje w innych krajach: przewidywalność. Jasne reguły ułatwiają planowanie inwestycji i innowacji, bo firma wie, czego się spodziewać. To argument szczególnie ważny dla mniejszych podmiotów – a takich na polskim rynku technologicznym jest zdecydowana większość.
Czy regulacje mogą być przewagą konkurencyjną? Argument, który warto znać
Debata o AI Act często sprowadza się do prostego schematu: regulacje spowalniają, deregulacja przyspiesza. Tymczasem Deilmann w Frankfurter Rundschau stawia tezę odwrotną – zaufanie jest zasobem ekonomicznym. AI będzie na stałe wbudowana w gospodarkę tylko wtedy, gdy ludzie i firmy będą jej ufać, a do tego potrzebna jest właśnie przewidywalność i odpowiedzialność. Brak reguł nie przyspiesza innowacji na dłuższą metę, bo buduje niepewność.
Deilmann zwraca też uwagę na problem, który bezpośrednio dotyczy demokracji: możliwość masowego produkowania fałszywych tożsamości w sieci. W Niemczech ujawniono niedawno posty polityków i publicystów, które okazały się wygenerowane przez AI. Według badań przytaczanych przez Campact aż 67 proc. respondentów uważa, że platformy powinny zakazać publikowania wygenerowanych przez AI postaci imitujących prawdziwych ludzi.
Autorka proponuje wręcz nowe prawo – prawo do ludzkiej autentyczności. Skoro fałszowanie podpisów czy kradzież tożsamości są karalne, pyta Deilmann, dlaczego fałszowanie tożsamości cyfrowych za pomocą AI miałoby uchodzić bezkarnie? To pytanie, które w Polsce – w kontekście zbliżających się kampanii wyborczych i rosnącego zasięgu dezinformacji – ma szczególny ciężar.
Co to znaczy dla ciebie jako użytkownika i dla polskich firm?
Praktycznie nowe przepisy oznaczają kilka konkretnych zmian. Usługi AI działające w Europie będą musiały być bardziej transparentne co do tego, skąd pochodzi ich „wiedza”. Zakaz rozpoznawania twarzy w przestrzeni publicznej jest już obowiązującym prawem. Jeśli model AI wyrządzi ci szkodę – masz ułatwioną drogę do sądu, zanim jeszcze ruszą kary dla firm ze strony Komisji Europejskiej.
Dla polskich firm oferujących lub planujących usługi oparte na AI kluczowe jest zrozumienie, że przepisy nie dotyczą wyłącznie gigantów pokroju OpenAI czy Google. Każda firma, której model AI trafia do europejskich użytkowników, wchodzi w orbitę tych regulacji. Jednocześnie – co podkreśla Deilmann – Europa sama mogłaby być swoim największym klientem: inwestycje w suwerenną infrastrukturę i publiczne zamówienia na europejskie rozwiązania AI mogłyby stworzyć popyt, którego dziś brakuje lokalnym twórcom technologii.
Deilmann konkluduje, że Europa nie powinna kopiować Doliny Krzemowej. Połączenie innowacji z demokratyczną kontrolą może okazać się największą przewagą, jaką Europa kiedykolwiek miała na rynku technologicznym – jeśli tylko potrafi ją skutecznie egzekwować.
Najczęściej zadawane pytania
Kiedy wchodzą w życie sankcje finansowe UE za naruszenie przepisów AI Act?
Uprawnienia egzekucyjne Komisji Europejskiej, w tym możliwość nakładania kar pieniężnych, wejdą w życie w sierpniu 2026 roku. Do tego czasu poszkodowani użytkownicy i konkurenci mogą jednak już składać pozwy sądowe przed sądami krajowymi w państwach członkowskich UE.
Jakie modele AI obejmują nowe przepisy UE?
Nowe regulacje dotyczą dużych modeli AI ogólnego przeznaczenia, takich jak GPT-4 (OpenAI), Llama (Meta) czy Claude (Anthropic), które stanowią podstawę dla wielu innych aplikacji i usług. Przepisy obejmują każdego dostawcę kierującego swoje usługi do europejskich użytkowników – niezależnie od tego, czy firma ma siedzibę w Europie.
Co z rozpoznawaniem twarzy w miejscach publicznych – czy jest dozwolone w UE?
Nie. Zakaz stosowania rozpoznawania twarzy w przestrzeni publicznej obowiązuje w Unii Europejskiej już od lutego na mocy AI Act. To jeden z pierwszych przepisów, które weszły w życie w ramach unijnego prawa o sztucznej inteligencji.
Czytaj takze: Cyfrowa rewolucja w międzynarodowym transporcie odpadów. Firmy muszą przygotować się na zmiany i kary
Czy firma może uniknąć części obowiązków wynikających z AI Act?
Tak, jeśli dobrowolnie przyjmie unijny kodeks postępowania opracowany przez Komisję Europejską wspólnie z naukowcami. Firmy, które to zrobią, mają ograniczone obowiązki sprawozdawcze. Meta już publicznie odmówiła przystąpienia do kodeksu – jednak nie zwalnia jej to z konieczności wykazania zgodności z przepisami w inny sposób.
Czy polskie startupy AI muszą spełniać wymogi AI Act?
Jeśli polski startup oferuje usługi oparte na dużym modelu AI i kieruje je do europejskich użytkowników – tak, podlega tym samym regulacjom. Jednocześnie korzysta z ochrony, jaką daje przewidywalne otoczenie prawne: jasne zasady ułatwiają planowanie inwestycji i mogą stanowić argument przetargowy wobec klientów ceniących bezpieczeństwo i zgodność z prawem.









