Europa wchodzi w zimę z najniższymi zapasami gazu od 15 lat. Polska najlepiej przygotowana
Unijne magazyny gazu są wypełnione w 61,6 proc. — o siedemnaście punktów poniżej pięcioletniej średniej — a według prognoz Wood Mackenzie sezon zatłaczania zakończy się średnio na poziomie 76 proc., co oznacza, że unijny obowiązek „90 proc. na 1 listopada” dla większości Wspólnoty jest już dziś nie do wykonania. Do Świnoujścia od pięciu miesięcy nie dopłynął ani jeden metanowiec z Kataru, niemieckie magazyny dopiero co odbiły od historycznego minimum i ledwie przekroczyły połowę pojemności, a Ukraina — właścicielka największych magazynów kontynentu — po rosyjskich atakach straciła znaczną część wydobycia i przestała pełnić rolę europejskiego bufora. Na tej mapie Polska, z magazynami pełnymi w 89,4 proc., wygląda jak wyspa — ale na wspólnym rynku nikt nie zamarza osobno.
Mapa kontynentu: 62 procent i martwy przepis
Najnowsze dane Gas Infrastructure Europe pokazują w unijnych magazynach 696 TWh gazu, czyli 61,6 proc. pojemności — wobec pięcioletniej średniej 78,8 proc. dla tej pory roku. Za średnią kryje się przepaść między krajami. Polska: 89,4 proc. — najlepiej przygotowana w Unii, o krok od unijnego celu. Włochy: 80,1 proc. Hiszpania: 73,5. Czechy i Węgry: ok. 66. Francja: 64,5 wobec normy 83,4. Austria: 64,2. Niemcy: 50,1 proc. wobec średniej 77,3. Holandia: 42,5 proc. przy normie 71,7 — a jeszcze wiosną jej największy magazyn w Norg był praktycznie pusty.
Unijne prawo — uchwalone po kryzysie 2022 roku — wymaga zapełnienia magazynów w 90 proc. do 1 listopada. Tegoroczny sezon zatłaczania zaczął się jednak z poziomu zaledwie 28 proc. (po mroźnej zimie rezerwy stopniały do poziomu najniższego od 2022 roku), a odbudowa idzie pod prąd trzem siłom naraz: wojna w Zatoce odcięła katarski LNG, azjatycka premia cenowa — sięgająca kilkunastu procent — wysysa ładunki spotowe na wschód, a drożejąca po ogłoszeniu przez Trumpa „wojny gospodarczej” z Iranem ropa pociąga w górę także ceny gazu.
Skalę problemu pokazuje prognoza Wood Mackenzie: finisz zatłaczania na średnio 76 proc., co oznacza, że obowiązek „90 na 1 listopada” stanie się w praktyce martwym przepisem dla większości Unii. Rynek zachowuje pozory spokoju z dwóch powodów: rekordowa produkcja z wiatru i rozbudowane po 2022 roku terminale regazyfikacyjne dają Europie elastyczność importową, jakiej wcześniej nie miała. Ale zdolność importowa to możliwość kupowania gazu — zależna od cen, konkurencji z Azją i drożności szlaków. Gaz w magazynie to surowiec już kupiony i fizycznie dostępny. Zimą różnica między jednym a drugim bywa różnicą między rachunkiem a niedoborem.
Polska: pełne magazyny mimo brak dostaw z Kataru
Na tym tle Polska płaci za bezpieczeństwo ilości brakiem dywersyfikacji: magazyny wzorowo pełne, ale zapełnione gazem w rekordowym stopniu od jednego dostawcy. Od nocy z 24 na 25 marca do Świnoujścia nie dotarł żaden ładunek z Kataru — cieśnina Ormuz po lutowym ataku USA i Izraela na Iran pozostaje w praktyce zamknięta, a QatarEnergy utrzymuje stan siły wyższej. Lukę wypełnia gaz amerykański: 42 z 49 tegorocznych dostaw (86 proc., do końca roku możliwe ponad 90) — takiej koncentracji na jednym dostawcy nie było nigdy w historii terminala. Resztę łatają spoty z Norwegii i Trynidadu, kontrakty długoterminowe, Baltic Pipe i krajowe wydobycie. Powrót Kataru, nawet po otwarciu cieśniny, potrwa: koncern deklaruje odtworzenie połowy zdolności w miesiąc, pełnych — w perspektywie lat, a sam rejs do Polski zajmuje siedem tygodni.
Niemcy: odbicie od dna, do normy wciąż przepaść
Najpoważniejszym problemem kontynentu pozostają Niemcy — jak pisze „Politico”, przy skali ich gospodarki „największy słaby punkt Unii”, którego niedobory przełożyłyby się na ceny u wszystkich sąsiadów. Na początku sierpnia niemieckie magazyny notowały 47 proc. — najniższy odczyt w historii statystyk o tej porze roku; dziś, po intensywnym zatłaczaniu, ledwie przekroczyły połowę (50,1 proc.), ale do własnej pięcioletniej normy brakuje im wciąż 27 punktów procentowych. Branża ostrzega przed możliwością fizycznych braków już w listopadzie i apeluje o państwowe zakupy interwencyjne; Berlin konsekwentnie odmawia, ufając, że rynek dokupi gaz, gdy stanieje.
Poziomy zapełnienia magazynów są nie tylko wyjątkowo niskie jak na tę porę roku, ale wręcz historycznie niskie
— ostrzegał w sierpniu cytowany przez „Rzeczpospolitą” Sebastian Heinermann, szef INES, największego niemieckiego zrzeszenia operatorów magazynów. Regulator uspokaja, że całkowity brak gazu jest mało prawdopodobny — realną groźbą jest cenowy szok, który uderzyłby w i tak najdroższy energetycznie przemysł Europy. I we wspólny rynek, na którym kupujemy wszyscy.
Ukraina: największy magazyn Europy wypadł z gry
Trzeci element układanki umyka większości zestawień, a jest być może najważniejszy strukturalnie. Ukraina dysponuje największymi magazynami gazu w Europie — 30 mld m³ pojemności — które przed wojną i jeszcze w 2024 roku pełniły rolę bufora całego kontynentu: zachodnie firmy przechowywały tam do 3 mld m³ surowca. W tym roku, wobec rosyjskich ataków, trzymają tam zero.
Sama Ukraina walczy o przetrwanie energetyczne. Według szacunków przywoływanych przez Reutersa rosyjskie uderzenia pozbawiły ją w szczytowym momencie około połowy zdolności wydobycia gazu — kraju, który przed inwazją pokrywał własnym wydobyciem niemal całe zapotrzebowanie. Po naprawach ubytek zmalał do 15–20 proc., ale ataki nie ustają: tylko w połowie sierpnia Naftohaz zgłosił trzynaście uderzeń w swoje obiekty, a 11 sierpnia ostrzał w obwodzie połtawskim czasowo wstrzymał wydobycie DTEK. W 2026 roku rosyjskie ataki na obiekty gazowe idą już w setki — po wygaśnięciu umowy tranzytowej cele przesunęły się z magazynów na tłocznie i kopalnie. Rządowy cel na start sezonu to 14,6 mld m³ w magazynach przy krytycznym minimum 13,2 mld; pod koniec maja było tam 11 mld, z czego prawie 5 mld to nieusuwalny gaz buforowy. Resztę musi dowieźć import — przez Węgry i, w rosnącym stopniu, przez Polskę, której interkonektor rozbudowano do 4 mld m³ rocznie, a Orlen dostarcza Naftohazowi LNG przez Świnoujście.
Dla Europy oznacza to podwójną stratę: kontynent nie tylko nie może już parkować nadwyżek w ukraińskich magazynach — sam musi się dzielić gazem z sąsiadem, którego system energetyczny Rosja metodycznie rozbiera przed czwartą wojenną zimą.
Naczynia połączone przed testem
Wniosek z tej mapy jest niewygodny dla wszystkich, którzy chcieliby ją czytać wycinkowo. Polska odrobiła lekcję — ale jej magazyny mieszczą kilkanaście procent rocznego zużycia, a ceny płaci takie, jakie wyznaczy najsłabsze ogniwo wspólnego rynku. Niemcy świadomie zdały się na rynek — przy największym zużyciu gazu w Europie. Ukraina broni infrastruktury, od której zależy nie tylko jej zima. A nad wszystkim wisi ta sama zmienna, która zdetonowała obecny kryzys: cieśnina Ormuz, od której otwarcia zależy powrót jednej piątej światowego LNG na rynki. Jeśli otworzy się jesienią, Europa przejdzie zimę drożej, ale bez dramatu. Jeśli nie — test z solidarności energetycznej, zdawany dotąd na symulacjach, odbędzie się na żywo. Historia ostatnich pięciu lat uczy, że w europejskiej energetyce liczą się tylko pełne magazyny — reszta jest prognozą.
Źródło: Gas Infrastructure Europe/PAP Biznes, Rzeczpospolita/Politico, WNP.pl









