Flagi państw UE przed budynkiem.

Pożyczony dobrobyt: czy Europejczycy żyją lepiej, niż myślą – i czy to może trwać?

22.07.2026
Redakcja
Czas czytania: 6 minut/y

Paul Krugman podważył w maju 2026 roku obiegową diagnozę o europejskim upadku gospodarczym. Jego zdaniem mamy do czynienia z błędem pomiaru, nie z katastrofą. Ale nawet jeśli ma rację w kwestii statystyk, inni ekonomiści wskazują na głębszy problem: dobrobyt zbudowany na cudzej innowacyjności jest jak mieszkanie w wynajętym mieszkaniu, wygodne, dopóki właściciel nie podniesie czynszu.

Najważniejsze:

  • Licząc PKB na mieszkańca według realnej siły nabywczej pieniądza, Europa niemal dotrzymuje kroku USA, mimo słabszego wzrostu i niższej produktywności.
  • Ekonomista Luis Garicano ostrzega, że Europejczycy korzystają z taniejącej technologii z Doliny Krzemowej jak z abonamentu, nie budując własnej przewagi innowacyjnej ani nie uczestnicząc w wypracowywanych przez nią zyskach.
  • Niemcy tracą grunt nie wobec USA, lecz wobec Chin, w motoryzacji, maszynach i chemii. Wydłużanie czasu pracy to w tej sytuacji plaster, nie terapia.
  • Wewnątrz Unii Europejskiej różnice w zamożności są olbrzymie: między najbiedniejszą Bułgarią a Holandią dzieli kilkukrotna różnica PKB na mieszkańca.
  • Kurs złotego wobec euro wzrósł w lipcu 2026 roku o niecały procent, co dla polskich konsumentów korzystających z towarów i usług z obszaru strefy euro oznacza realnie odczuwalny, choć nieduży wzrost kosztów.

Spór o miarę: kiedy PKB kłamie, a kiedy mówi prawdę

Punktem wyjścia debaty jest raport Mario Draghiego, byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego, który dwa lata przed wystąpieniem Krugmana zarysował ponury obraz kontynentu coraz bardziej odlegającego od USA pod względem konkurencyjności. Krugman w kilku tekstach postanowił to zakwestionować, i zaczął od czegoś, co ekonomiści nazywają problemem pomiaru.

Są dwa popularne sposoby porównywania zamożności krajów. Pierwszy to PKB na mieszkańca liczony w stałych cenach, klasyczna miara wzrostu gospodarczego, która pokazuje, że USA od dekad rosną wyraźnie szybciej niż Europa. Drugi to PKB na mieszkańca liczony według bieżących parytetów siły nabywczej, czyli odpowiedź na pytanie: ile realnie można kupić za zarobione w danym kraju pieniądze? Po zastosowaniu tej drugiej miary obraz się odwraca, Europa niemal dotrzymuje kroku Ameryce.

Krugman przekonuje, że to właśnie ten drugi wskaźnik lepiej oddaje faktyczny poziom życia zwykłych ludzi, i że Europa powinna przestać biczować się statystykami wzrostu, które nie odzwierciedlają tego, co ląduje w sklepowych koszykach. Dla polskiego czytelnika to niebłaha obserwacja: jeśli Polak zarabia mniej niż Niemiec, ale chleb, czynsz i lekarz kosztują go proporcjonalnie mniej, realny dystans do zachodnioeuropejskiego sąsiada może być mniejszy, niż sugerują nagłówki o PKB.

Pożyczony dobrobyt: abonament na cudzą innowację

Krugman idzie jednak dalej i tu pojawia się właściwy niepokój tej debaty. Europejscy konsumenci korzystają z dorobku Doliny Krzemowej niemal jak z globalnego abonamentu: smartfony, oprogramowanie, platformy strumieniowania treści, wszystko to z roku na rok tanieje i staje się dostępne bez konieczności ponoszenia kosztów wymyślenia tych technologii. To podbija europejski poziom życia mierzony siłą nabywczą, ale nie oznacza, że Europa sama tę wartość wytworzyła.

Ekonomista Luis Garicano kontrargumentuje, wskazując na tak zwane efekty rozlewania się korzyści z innowacji, wyższe płace w całej gospodarce, nowe miejsca pracy, ekosystemy firm budowane wokół przełomowych technologii. Kraj, który sam nie tworzy takich technologii, nie tylko nie zarabia na ich sprzedaży, ale też nie absorbuje tych pośrednich korzyści. Innymi słowy: można przez jakiś czas czerpać komfort z cudzego wynalazku, ale nie można dzięki temu zbudować własnej klasy średniej inżynierów, start-upów i dostawców.

Ile czasu można tak funkcjonować? Źródło nie podaje liczby lat, ale sama logika argumentu jest czytelna: tak długo, jak importowane technologie tanieją i są dostępne. Gdyby dostęp do nich stał się droższy, poprzez cła, geopolityczne napięcia czy zamknięte ekosystemy, europejski bufor siły nabywczej zacząłby się kurczyć szybciej, niż zdążyłaby powstać własna alternatywa.

Niemcy: wróg nie jest tam, gdzie myślano

W drugiej części debaty oś sporu przesuwa się z relacji Europa–USA na konkretny przypadek Niemiec, największej gospodarki unijnej. I tu obraz jest bardziej niepokojący niż w ogólnoeuropejskim porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi.

Prawdziwym zagrożeniem dla Niemiec okazują się nie amerykańskie koncerny technologiczne, lecz rosnąca pozycja Chin w branżach, które od dekad były wizytówką niemieckiego eksportu: motoryzacji, maszynach i chemii. Chiński przemysł podkopuje fundamenty modelu, na którym Niemcy budowały dobrobyt przez ostatnie pokolenia. To nie jest spór o to, czyj smartfon jest lepszy, to walka o zamówienia, kontrakty i miejsca pracy w sektorach, które zatrudniają setki tysięcy ludzi.

W tej sytuacji popularne w niemieckiej debacie politycznej hasło wydłużenia czasu pracy jawi się jako odpowiedź na złe pytanie. Więcej godzin przy taśmie nie zmieni faktu, że taśma produkuje coś, na co chiński rynek ma własną, tańszą ofertę. To plaster na ranę wymagającą operacji.

Przepaść wewnątrz Unii: od Bułgarii do Holandii

Debata Krugmana i Draghiego toczy się na poziomie Europa versus USA, ale dla zrozumienia rzeczywistego zróżnicowania zamożności ważniejszy jest obraz wewnątrz samej Unii. Dane zebrane przez Deutsche Welle, pochodzące głównie z lat 2018 i 2019, czyli sprzed pandemii, pokazują skalę, która robi wrażenie.

KrajPKB na mieszkańcaRok danychKontekst
Bułgaria8680 euro2019Najuboższy kraj UE; przeciętne wynagrodzenie brutto ok. 580 euro miesięcznie (2018); masowa emigracja młodych i wykształconych
Rumunia11 440 euro2019Przedostatnie miejsce w unijnym rankingu; przeciętne wynagrodzenie brutto ok. 1050 euro miesięcznie
Grecja17 500 eurob.d.Gospodarka odbudowująca się po kryzysie zadłużeniowym, ponownie pod presją pandemii
Włochy29 610 euro2018Dwie dekady stagnacji; majątek netto na osobę dwukrotnie wyższy niż w Niemczech
Niemcy41 340 euro2019Największa gospodarka UE, ale majątek netto na osobę niższy niż we Włoszech czy Francji
Szwecja46 180 euro2018Wysokie podatki, wysoki majątek netto obywateli
Holandia46 800 euro2019Majątek netto na osobę ponad 60 000 euro (2018)

Bułgaria to przypadek, który najdobitniej ilustruje, że unijna integracja nie automatycznie wyrównuje poziomów życia. Kraj uchodzi za najbiedniejszy w bloku i jednocześnie za ten z najbardziej rozpowszechnioną korupcją. Od lat traci młodych i wykształconych obywateli na rzecz bogatszych krajów UE, co tworzy błędne koło: emigracja drenuje kapitał ludzki, który mógłby napędzać wzrost. Rumunia z kolei, mimo malowniczych odrestaurowanych starówek w Siedmiogrodzie sugerujących względny dobrobyt, zajmuje przedostatnie miejsce w unijnym rankingu gospodarczym.

Grecja to przypadek kraju wychodzącego z jednego kryzysu prosto w drugi: turystyka pomagała odrabiać straty po kryzysie zadłużeniowym, ale pandemia znów wystawiła gospodarkę na próbę i uzależniła ją od unijnej pomocy.

Paradoks Niemiec: bogata gospodarka, niezbyt zamożni obywatele

Najciekawszy paradoks w całym zestawieniu dotyczy właśnie Niemiec. Kraj dysponuje największą gospodarką w Unii Europejskiej, ale przeciętny Niemiec ma niższy majątek netto na osobę niż mieszkaniec Włoch. Powodem jest między innymi wyjątkowo niski odsetek Niemców posiadających własne mieszkanie lub dom, a nieruchomości to w większości europejskich krajów główny składnik majątku prywatnego.

Dla kontrastu: we Francji wielu ludzi posiada drugi dom na wsi, co bezpośrednio przekłada się na wyższy majątek netto Francuzów. Podobnie sytuacja wygląda w Szwecji i Holandii, gdzie wysoki poziom oszczędności i majątku obywateli współistnieje z wysokimi podatkami, obalając mit, że fiskalizm musi oznaczać ubóstwo obywateli.

To ilustracja szerszej prawdy, którą debata Krugman–Garicano wywołuje przy okazji: PKB na mieszkańca to użyteczna, ale niekompletna miara. Kraj może mieć potężną gospodarkę mierzoną wartością produkcji, a jego mieszkańcy mogą dysponować relatywnie skromnym majątkiem, i odwrotnie.

Co to znaczy dla Polski i polskiego portfela

Polska nie pojawia się wprost w żadnym z omawianych źródeł, ale wnioski z tej debaty mają dla polskiego czytelnika konkretny wymiar. Po pierwsze, pytanie o innowacyjność i samodzielność technologiczną dotyczy całego bloku, kraj, który chce unikać losu „pożyczonego dobrobytu”, musi budować własną bazę badawczą i przemysłową, zamiast zadowalać się rolą montowni lub konsumenta cudzych patentów.

Po drugie, dane o kursie złotego wobec euro mają praktyczne znaczenie dla każdego, kto kupuje towary importowane ze strefy euro, opłaca studia za granicą lub planuje wyjazd. Według danych Narodowego Banku Polskiego kurs euro wobec złotego wzrósł w lipcu 2026 roku o niecały procent, z poziomu z początku miesiąca do wartości odnotowanej pod koniec okresu. To niewielka zmiana, ale przy większych kwotach, zakupach w zagranicznych sklepach internetowych, wakacyjnym budżecie czy ratach zobowiązań powiązanych z walutą europejską, różnica staje się odczuwalna.

Kiedy złoty słabnie wobec euro, nawet nieznacznie, import z krajów strefy euro drożeje, co wpisuje się w szerszy obraz: europejski dobrobyt mierzony siłą nabywczą jest wrażliwy na to, skąd pochodzi technologia, kto ustala jej cenę i w jakiej walucie się rozlicza.

Najczęściej zadawane pytania

Czy Europa naprawdę dogania USA pod względem poziomu życia?

Zależy od miary. Licząc PKB na mieszkańca w stałych cenach, USA rosną wyraźnie szybciej od dekad. Ale licząc PKB według realnej siły nabywczej pieniądza, czyli sprawdzając, ile można faktycznie kupić za zarobione wynagrodzenie, Europa niemal dotrzymuje kroku Ameryce. Krugman argumentuje, że ta druga miara lepiej oddaje faktyczny poziom życia.

Czemu „pożyczony dobrobyt” może być problemem, skoro Europejczycy żyją wygodnie?

Bo korzystanie z cudzych innowacji nie generuje tych samych korzyści co ich tworzenie. Ekonomista Luis Garicano wskazuje, że kraj produkujący przełomowe technologie buduje przy okazji wyższe płace, nowe miejsca pracy i ekosystemy firm dostawczych. Kraj, który tylko konsumuje cudze wynalazki, nie uczestniczy w tej wartości, i jest zależny od tego, czy dostęp do technologii pozostanie tani i otwarty.

Dlaczego Niemcy tracą na Chinach, a nie na USA?

Bo Chiny wchodzą na rynki, na których Niemcy były dotąd dominujące: motoryzację, maszyny przemysłowe i chemię. To sektory eksportowe, które od pokoleń napędzały niemiecką zamożność. Amerykańskie firmy technologiczne konkurują w innych segmentach, podczas gdy chiński przemysł bezpośrednio podkopuje fundamenty niemieckiego modelu eksportowego.

Który kraj UE jest najbiedniejszy, a który najbogatszy?

Według danych za lata 2018–2019 najniższy PKB na mieszkańca odnotowała Bułgaria, a najwyższy spośród przywołanych krajów, Holandia. Dane te pochodzą sprzed pandemii i mogły ulec zmianie, jednak strukturalne dysproporcje między wschodem a zachodem Unii utrzymują się od lat.

Dlaczego Niemcy mają niższy majątek netto obywateli niż Włochy?

Głównym powodem jest niski odsetek Niemców posiadających własne nieruchomości. W krajach takich jak Francja czy Włochy nieruchomości, w tym domy letniskowe, stanowią znaczną część prywatnego majątku, co winduje średnie statystyki. Niemcy częściej wynajmują mieszkania, co przy wysokim PKB sprawia, że kraj wydaje się bogatszy, niż są jego obywatele mierzeni majątkiem netto.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA