Przodownicy z okopów. Putin znalazł kandydatów na gospodarczych „zbawców” Rosji
Rosyjska gospodarka traci impet – sankcje, drenaż kadr i izolacja technologiczna robią swoje. Na Kremlu narodził się jednak nowy pomysł na ożywienie: rolę lokomotywy wzrostu mają odegrać weterani wojenni, którzy dzięki frontowym wypłatom zgromadzili oszczędności nieporównywalne ze średnią krajową. To zakład obarczony poważnym ryzykiem społecznym.
Mechanizm jest prosty w teorii. Żołnierze skierowani na front w Ukrainie otrzymywali wynagrodzenia wielokrotnie przekraczające płace w cywilnych sektorach rosyjskiej gospodarki. Do tego dochodziły premie za wykonane zadania bojowe, jednorazowe świadczenia i odszkodowania. Część z tych środków trafiła na konta oszczędnościowe – bo na froncie wydawać ich po prostu nie było jak. W efekcie wracający weterani dysponują często gotówką, której nie mieliby szans zgromadzić przez lata pracy w fabryce czy urzędzie.
Kreml liczy, że ta skumulowana siła nabywcza zasili konsumpcję wewnętrzną, pobudzi lokalną przedsiębiorczość i zasypie dziury po pracownikach, których gospodarka utraciła wskutek mobilizacji, emigracji i demograficznego regresji. Weterani mają otwierać sklepy, warsztaty, drobne firmy usługowe – stać się nową klasą średnią, która wyłoni się nie z transformacji wolnorynkowej, lecz z transzferów wojennych.
Rachunek, który się nie zgadza
Problem w tym, że dane z regionów rosyjskich rysują znacznie ciemniejszy obraz. Powroty weteranów z frontu od miesięcy korelują ze wzrostem przestępczości – przemoc domowa, rozboje, sprawy o posiadanie broni. Rosyjskie media, nawet te kontrolowane przez państwo, opisywały przypadki żołnierzy, którzy po powrocie nie byli w stanie funkcjonować w cywilnym życiu. Trauma bojowa, uzależnienia, brak wsparcia psychologicznego – to nie jest baza do budowania klasy przedsiębiorców.
Ekonomiści obserwujący rosyjską gospodarkę zwracają uwagę na jeszcze jedną słabość tego planu. Gotówka w rękach weteranów to zasób jednorazowy – nie odtwarzalny strumień dochodów, lecz skumulowana wypłata, która po wydaniu znika. Jeśli trafi w konsumpcję importowanych dóbr lub zostanie wymieniona na waluty obce, efekt mnożnikowy dla rosyjskiej gospodarki będzie minimalny. A rosyjski rynek dóbr konsumpcyjnych, po wycofaniu zachodnich marek, oferuje znacznie mniej niż przed 2022 rokiem.
Strukturalne problemy rosyjskiej gospodarki są tymczasem głębsze niż wahania konsumpcji. Sektor technologiczny odcięty od zachodnich komponentów i oprogramowania ledwo zipie. Przemysł zbrojeniowy pochłania nieproporcjonalną część zasobów ludzkich i materiałowych, wypychając inne gałęzie. Inflacja utrzymuje się na poziomach, które realnie obniżają siłę nabywczą oszczędności – tych samych, na których Kreml buduje swój plan ożywienia.
Weteran jako projekt polityczny
Za ekonomiczną narracją kryje się też czytelny wymiar polityczny. Kreml potrzebuje społecznej legitymizacji dla kontynuacji wojny – i dla ogromnychkosztów, które ta wojna generuje. Wbudowanie weteranów w narrację o „nowej elicie” i „budowniczych przyszłości” służy temu celowi lepiej niż suche dane z GUS-u. To próba przekształcenia społecznego kosztu konfliktu w mit założycielski nowego porządku – podobnie jak sowiecka narracja o weteranach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej budowała legitymizację przez dekady.
Rosyjskie programy wsparcia weteranów – preferencyjne kredyty, ułatwiony dostęp do licencji gospodarczych, priorytet w przetargach publicznych – istnieją na papierze. Ich faktyczna skuteczność zależy jednak od aparatu wykonawczego, który w Rosji od lat kuleje. Korupcja na poziomie regionalnym, biurokratyczne bariery i brak realnego nadzoru sprawiają, że nawet dobrze zaprojektowane programy socjalne często nie docierają do beneficjentów.
Obserwatorzy rynkowi wskazują też na paradoks: gospodarka, która pilnie potrzebuje siły roboczej – bo mobilizacja i emigracja wyraźnie uszczupliły zasoby pracownicze – nie może sobie pozwolić na to, żeby weterani masowo przechodzili na samozatrudnienie lub rentierstwo. Rosji potrzeba rąk do pracy w fabrykach i na budowach, nie kolejnej fali drobnych przedsiębiorców konkurujących na nasyconym rynku usług lokalnych.
Co to oznacza dla otoczenia
Dla europejskich obserwatorów – i dla polskiego biznesu, który uważnie śledzi kondycję wschodniego sąsiada – ważniejsza niż sam plan jest jego diagnostyczna wartość. Kreml nie przedstawiałby tak niekonwencjonalnej recepty, gdyby standardowe narzędzia makroekonomiczne dawały jakiekolwiek pole manewru. Stopy procentowe pozostają na poziomach duszących inwestycje. Rubel jest zarządzany administracyjnie. Rezerwy walutowe, które nie zostały zamrożone przez zachodnie sankcje, topnieją.
Zakład na weteranów jako siłę napędową gospodarki to symptom, nie rozwiązanie. Pokazuje, że rosyjska klasa decyzyjna wyczerpała bardziej ortodoksyjne opcje i sięga po narracje, które mają przede wszystkim wartość propagandową. Gospodarka wojenna, przez lata przedstawiana jako tymczasowy koszt zwycięstwa, zaczyna ujawniać swoje strukturalne pułapki – i żadna „elita z okopów” tych pułapek nie zasypie.









