Rodzina podczas teleporady lekarskiej w kuchni

Dzieci nie rodzą się z kalkulatora. PIE: na rodzicielstwo częściej decydują się ci, którzy mają aspiracje

18.08.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 3 minut/y

Decyzja o dziecku zapada w warunkach radykalnej niepewności — i to nie rachunek zysków i strat ją przesądza, lecz to, jak człowiek wyobraża sobie własną przyszłość. Z pilotażowego badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że silniejszą intencję posiadania dziecka mają osoby o aspiracyjnej wizji życia oraz te, które czują, że partner podziela ich wizję przyszłości. Ci, którzy chcą najpierw „dojść do stabilizacji”, odkładają rodzicielstwo. Wniosek badaczy jest niewygodny dla wszystkich rządów: świadczenia i ułatwienia są niezbędne, ale samymi transferami dzietności się nie podniesie.

Radykalna niepewność zamiast rachunku

W raporcie „Wyobrażenia o przyszłości jako rama metodologiczna analizy intencji posiadania dzieci” PIE odwraca perspektywę, w której o dzietności mówi się od lat. Spadek urodzeń tłumaczy się zwykle czynnikami ekonomicznymi — rynkiem pracy, mieszkaniami, kosztami — albo przemianami kulturowymi. Instytut nie kwestionuje ich znaczenia, ale wskazuje, że działają one dopiero przez filtr subiektywnej interpretacji: decyzja o dziecku zapada w warunkach radykalnej niepewności co do tego, jak potomek zmieni życie rodziców, więc o gotowości do rodzicielstwa więcej mówią osobiste wyobrażenia o własnej przyszłości niż obiektywne wskaźniki.

W zaprojektowanym przez PIE badaniu pilotażowym wzięło udział 99 par o stażu co najmniej pół roku. Każdą osobę poproszono o wyobrażenie sobie scenariuszy własnego życia za dwa lata; odpowiedzi układały się w dwie kategorie — jedni koncentrowali się na osiągnięciu stabilności finansowej, drudzy na aspiracjach i rozwoju życiowym.

Aspiracje sprzyjają dzieciom, czekanie na stabilizację — nie

Wyniki są wyraziste. Osoby, które najbliższe dwa lata chciały poświęcić na dochodzenie do stabilności finansowej, były mniej skłonne do posiadania dziecka w perspektywie 2–3 lat. Ci, którzy formułowali cele związane z rozwojem osobistym i życiowym, częściej włączali w nie rodzicielstwo — 80 proc. osób wskazujących w swoich wizjach realizację potrzeb wyższego rzędu miało intencje posiadania dziecka silniejsze niż średnia w badanej próbie. Trzecim istotnym czynnikiem okazało się poczucie wspólnoty wizji: chęć posiadania dziecka rosła tam, gdzie respondent czuł, że partner wyobraża sobie przyszłość podobnie.

Dla rzetelności trzeba zaznaczyć: to badanie pilotażowe na niewielkiej próbie, którego zadaniem było przetestowanie nowej ramy badawczej, a nie dostarczenie reprezentatywnych statystyk. Kierunek wniosków współgra jednak z innymi ustaleniami — wcześniejszy raport PIE pokazał, że rodzice zdecydowanie zadowoleni z podziału obowiązków domowych są o 16 pkt proc. bardziej skłonni do decyzji o kolejnym dziecku, a w badaniach CBOS deklarowane bariery prokreacyjne częściej dotyczą „sytuacji w kraju” i obaw o przyszłość niż samych pieniędzy.

Granice polityki prorodzinnej — i to, co poza nimi

Najciekawszy jest wniosek, który autorzy kierują wprost do państwa: subiektywny charakter decyzji prokreacyjnych wyznacza granice skuteczności dotychczasowych polityk wspierania dzietności. Wsparcie organizacyjne i materialne jest potrzebne — ale może nie wystarczyć, by dać ludziom poczucie długofalowej stabilizacji i pogodzenia rodzicielstwa z innymi życiowymi potrzebami.

Badanie PIE potwierdza, że decyzji o posiadaniu dzieci nie przesądzają wyłącznie obiektywne uwarunkowania, lecz także sposób, w jaki ludzie interpretują własną sytuację i oceniają swoją gotowość do rodzicielstwa. Dlatego działania państwa, takie jak świadczenia finansowe, wsparcie organizacyjne, czy zmiany w Kodeksie pracy, jakkolwiek są niezbędne, nie wystarczą do tego, aby skutecznie zwiększać dzietność. Na decyzję o posiadaniu dzieci wpływa bowiem szerokie spektrum indywidualnych – subiektywnych i często bardzo osobistych czynników, na które polityki publiczne mają ograniczony wpływ. Obszarem, który można wzmocnić jest natomiast kształtowanie w przestrzeni publicznej pozytywnej narracji o rodzicielstwie, które nie tylko nie wyklucza, ale może stanowić ważny wymiar samorealizacji i funkcjonowania w społeczeństwie

— wskazuje autor opracowania Łukasz Baszczak z Zespołu Ekonomii Behawioralnej PIE.

To dobrze koresponduje z polskim doświadczeniem ostatniej dekady: mimo bezprecedensowych transferów na rzecz rodzin współczynnik dzietności spadł w większości województw do poziomów najniższych od II wojny światowej, a kryzys urodzeń objął wszystkie regiony — niezależnie od zamożności i religijności. Jeśli PIE ma rację, to obok żłobków, mieszkań i świadczeń — które pozostają konieczne — brakującym ogniwem jest kultura: opowieść, w której dziecko nie jest przeszkodą w realizacji życiowych planów, lecz ich częścią. Tej opowieści żadna ustawa nie napisze, ale państwo, media i wspólnoty mogą ją wspierać albo podkopywać — i to jest pole, na którym w Polsce wciąż niewiele się dzieje.

Źródło: Polski Instytut Ekonomiczny, CBOS

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA