Policjanci przy radiowozie z włączonymi światłami.

Czy zwiększanie liczby kobiet w służbach mundurowych to realne wzmocnienie, czy polityczna iluzja?

24.07.2025
R D
Czas czytania: 2 minut/y

W ostatnich latach obserwujemy wyraźny wzrost liczby kobiet w polskich służbach mundurowych – zarówno w Policji, jak i w Wojsku Polskim. Równolegle zauważalne jest zjawisko obniżania wymagań fizycznych i skracania szkoleń, często do absurdalnie krótkiego czasu. Czy to właściwa droga? A może tylko doraźna odpowiedź na kryzys kadrowy?

Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak poruszył ten temat publicznie, nie kryjąc wątpliwości co do skutków takiej polityki. Jak zaznaczył – kobiety mogą być bardzo dobrymi funkcjonariuszkami czy żołnierzami, jednak nie wszystkie i nie na wszystkich stanowiskach. Taka ocena nie wynika z ideologicznych założeń, ale z prostych realiów: różnic fizjologicznych, poziomu wyszkolenia i gotowości do działania w skrajnie stresujących warunkach.

„W razie czego zostajesz sam”

Bosak przytacza relacje funkcjonariuszy, z którymi rozmawiał. Wielu z nich przyznało, że nie czują się pewnie, wyruszając na interwencję w patrolu z kobietą. Obawiają się, że w sytuacji eskalacji konfliktu mogą nie otrzymać realnego wsparcia – nie dlatego, że ich koleżanka nie chce, ale dlatego, że nie może. W konfrontacji fizycznej mężczyzna, który przeszedł trudne testy sprawnościowe, może liczyć na swoje umiejętności. Kobieta – jeśli przeszła testy „z ulgą” – może nie podołać, a w skrajnych przypadkach stracić broń na rzecz agresora.

Żołnierz, który nie podniesie rannego

Równie niepokojące są relacje żołnierzy, którzy obserwują wyraźne różnice w możliwościach fizycznych między kobietami a mężczyznami podczas ćwiczeń. Przykład? Ewakuacja rannego z pola walki. Dla wielu kobiet żołnierzy to wyzwanie nie do pokonania – nie są w stanie podnieść rannego kolegi, ani nawet odciągnąć go w bezpieczne miejsce. W warunkach frontowych może to oznaczać śmierć.

Problem ten dotyczy także marszobiegów z pełnym wyposażeniem, rozładunku, pracy fizycznej w trudnym terenie czy kopania okopów. Kobiety, które nie mają odpowiednich predyspozycji, są narażone nie tylko na porażkę w realizacji zadań, ale i na stwarzanie zagrożenia dla całej jednostki.

Równość? Tak. Ale w ramach realnych możliwości

Współczesna narracja często skupia się na konieczności zapewnienia równości płci w każdej dziedzinie życia. Problem w tym, że w służbach mundurowych równość deklaratywna nie zawsze przekłada się na równość funkcjonalną. W sytuacji kryzysowej nie liczy się deklaracja ani ideologia, lecz umiejętność działania. A ta – co zauważa Bosak – nie rozkłada się po równo między płciami.

Wicemarszałek wskazuje również, że wzrost liczby kobiet w wojsku i służbach może być efektem nie tyle zmiany społecznych priorytetów, co desperackiej próby uzupełnienia dramatycznych braków kadrowych. Wiele źródeł w służbach i wojsku potwierdza: liczba chętnych do służby maleje, a średni poziom wyszkolenia nowych rekrutów również spada.

Głos rozsądku, nie dyskryminacji

W wypowiedzi Bosaka nie chodzi o dyskryminację, lecz o stawianie pytań, których zbyt często unika się w imię poprawności politycznej. Czy rzeczywiście dobrze robimy, budując system, w którym obowiązują różne standardy w zależności od płci? Czy celowo pomijamy fizyczne i psychiczne predyspozycje, byle tylko zamknąć statystyki? Czy nie osłabiamy w ten sposób realnej siły i skuteczności naszych służb?

Jak zauważa Bosak: „Ktoś musi ciągnąć ten wózek”. Ale aby ten „ktoś” podołał zadaniu, musi być naprawdę gotowy – nie tylko z racji płci, ale przede wszystkim z racji kompetencji, siły i odwagi.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA