AfD idzie po pierwszy land w historii. Dlaczego wybory w Saksonii-Anhalt to problem także dla Polski
6 września mieszkańcy Saksonii-Anhalt wybiorą nowy landtag — i wszystko wskazuje na to, że będą to wybory bez precedensu w powojennej historii Niemiec. Sondaże dają AfD 41–43 proc. poparcia, dwukrotność jej wyniku sprzed pięciu lat i niemal 20 punktów przewagi nad CDU. Po raz pierwszy realny stał się scenariusz, w którym premierem kraju związkowego zostaje polityk partii uznanej przez niemiecki kontrwywiad za skrajnie prawicową. Jak analizuje Patrycja Tepper na łamach Układu Sił, dla Polski oznacza to trzy konkretne ryzyka: utrudnienia dla tranzytu NATO, wzmocnienie wpływów Rosji za Odrą i destabilizację rządu w Berlinie.
Podwojenie w pięć lat i koalicyjny pat
Skala zmiany jest bezprecedensowa. W wyborach w 2021 roku CDU wygrała w Saksonii-Anhalt z wynikiem 37,1 proc., a AfD zdobyła 20,8 proc. Dziś proporcje się odwróciły z nawiązką: lipcowy sondaż Infratest dimap dla MDR, WDR i lokalnych dzienników dał AfD 41 proc. wobec 24 proc. dla CDU, a sierpniowe badanie Pollytix — już 43 proc. wobec 23 proc. Liderem AfD jest Ulrich Siegmund, chadecję prowadzi obecny premier landu Sven Schulze. Do parlamentu weszłaby jeszcze Lewica (13 proc.), na granicy progu balansują SPD i Zieloni, a BSW i FDP zostałyby poza landtagiem.
Do samodzielnych rządów AfD wciąż brakuje mandatów — ale matematyka koalicyjna jest dla głównego nurtu bezlitosna. Rząd bez AfD wymagałby, jak wylicza agencja dpa, sojuszu CDU z SPD, BSW i współpracy z Lewicą — a chadecja wyklucza Lewicę, zaś liderka BSW Sahra Wagenknecht już zapowiedziała, że jej partia nie wejdzie do „bezbarwnej koalicji wszystkich partii”, której jedynym spoiwem jest sprzeciw wobec AfD. Współprzewodnicząca AfD Alice Weidel komentuje sondażowe rekordy krótko:
Nie da się już rządzić z pominięciem AfD
— powiedziała Weidel, cytowana przez agencję dpa. Co znamienne, mimo rekordu AfD większość mieszkańców landu (47 proc.) wciąż deklaruje, że wolałaby rząd kierowany przez CDU — za rządem AfD opowiada się 37 proc.
Ryzyko pierwsze: piasek w trybach tranzytu NATO
Dlaczego regionalne wybory w landzie liczącym 1,7 mln uprawnionych do głosowania powinny obchodzić Warszawę? Analityczka Układu Sił Patrycja Tepper wskazuje, że niemieckie landy odpowiadają za obszary, które w sytuacji kryzysu przekładają się wprost na bezpieczeństwo wschodniej flanki. Według przywoływanych przez nią doniesień medialnych rząd federalny już przygotowuje się na ewentualny brak współpracy któregoś z krajów związkowych przy szybkim przemieszczaniu wojsk NATO przez Niemcy: rząd landowy nie może zawetować decyzji obronnych Berlina, ale może je praktycznie spowalniać — opóźniać zezwolenia na transporty ponadgabarytowe czy ograniczać wsparcie policji dla konwojów. Kilka ministerstw opracowuje w związku z tym plany awaryjne, przewidujące realizację części zadań z pominięciem władz danego landu — a bezpośrednim kontekstem tych przygotowań są właśnie wrześniowe wybory.
Dla Polski to nie abstrakcja: Niemcy są krajem tranzytowym dla sił i sprzętu kierowanych na wschodnią flankę, a w scenariuszu kryzysowym liczy się każdy dzień.
Ryzyko drugie: Rosja wraca do łask za Odrą
Drugie ryzyko z analizy dotyczy ideowego profilu lokalnej AfD, w której — jak pisze Tepper — szczególnie silne wpływy ma wiceprzewodniczący partii w landzie Hans-Thomas Tillschneider, wymieniany jako potencjalny minister edukacji w razie przejęcia władzy. Tillschneider wielokrotnie podróżował do Rosji także po 2022 roku, a w październiku 2025 roku uczestniczył w zorganizowanych w rosyjskiej ambasadzie w Berlinie obchodach urodzin Władimira Putina, podczas których zaprezentowano wybity na tę okazję srebrny medal z podobizną rosyjskiego przywódcy. Opracowany przez niego fragment programu wyborczego zakłada rozszerzenie nauczania rosyjskiego i wznowienie wymiany młodzieży z Rosją.
Z kolei współprzewodniczący frakcji AfD w landtagu Oliver Kirchner przekonywał — jak przypomina analityczka — że rosyjską inwazję można częściowo rozumieć jako reakcję na zagrożenie ze strony NATO, i deklarował, że Rosja „odzyska” Mołdawię.
Trudno oczekiwać sprawnego współdziałania przy zadaniach Sojuszu od władz landu, których czołowi politycy uważają NATO za stronę eskalującą konflikt.
Ryzyko trzecie: efekt domina w Berlinie
Największą stawką jest jednak — jak konkluduje analiza — stabilność rządu federalnego. Niezadowolenie z pracy kanclerza Friedricha Merza deklaruje już 85 proc. Niemców, ale dopóki ma on większość w Bundestagu, sondaże go nie obalą. Groźniejszy jest scenariusz pośredni: gdyby po zwycięstwie AfD chadecja w Magdeburgu — wobec niemożności sklecenia większości — zdecydowała się na jakąkolwiek formę współpracy z tą partią, SPD mogłaby w proteście opuścić koalicję federalną, wywołując kryzys rządowy w Berlinie. Tepper ocenia ten scenariusz jako mało prawdopodobny wobec jednoznacznych deklaracji Merza, ale wskazuje na strategię AfD: wbijanie klina między CDU/CSU a SPD i przekonywanie chadeckich wyborców, że prawicowy program — zwłaszcza migracyjny — da się zrealizować tylko z nią.
Z polskiej perspektywy groźne jest jedno i drugie: i osłabienie niemieckich partii głównego nurtu, coraz bardziej pochłoniętych rywalizacją z AfD, i pogłębiające się rozczarowanie niemieckich wyborców. 6 września nie wybierze się rządu Niemiec — ale może się okazać dniem, w którym zachodni sąsiad Polski wszedł w nową polityczną epokę. Na taką ewentualność warto mieć w Warszawie plan wcześniej niż Berlin swoje „plany awaryjne”.
Źródło: Układ Sił (analiza Patrycji Tepper), dpa









